Subskrybuj nasz newsletter
O zwycięstwie książek nad telewizją, narodzinach piegowatych opowiadań, bohaterskich zwierzakach i sposobach na twarde orzechy
Kocha konie i Muminki. W głębi duszy wciąż czuje się niesforną Pippi. Podobnie jak Astrid Lindgren zaczęła pisać na prośbę swoich dzieci. Uwielbia spotkania z małymi czytelnikami i właśnie dla nich prowadzi „życie na walizkach”.
Renata Piątkowska jest autorką blisko trzydziestu książek dla dzieci, docenianych zarówno przez krytyków, jak i najmłodszych czytelników. Tworzy piegowate i przygodowe opowieści dla przedszkolaków, pisze o prawach dzieci, przesądach, zwyczajach, przysłowiach, koniach, psach, kotach… Nie unika też tematów ważnych i poważnych, dlatego opowiada dzieciom o Irenie Sendlerowej. I właśnie spotkanie poświęcone książce Wszystkie moje mamy, zorganizowane w ramach obchodu Festiwalu Literatury Dla Dzieci w Krakowie, umożliwiło nam odbycie poniższej rozmowy.


Biblioteczka Malucha: Czy w Pani życiu również nie ma nudnych dni?

W moim życiu nie ma nudnych dni, dlatego, że odkąd tak intensywnie podróżuję na spotkania autorskie, biorę udział w różnych projektach, różnych festiwalach, targach, prowadzę „życie na walizkach”. A kiedy już jestem w domu, wtedy powstają nowe książki, bo jednak cały czas coś się nowego pisze. No a oprócz tego, jak każda mama, mam dzieci, dom, o które trzeba zadbać. Także tu o nudzie nie ma mowy.
przeczytaj recenzję
Nie ma nudnych dni


BM: Takie życie „na walizkach” jest chyba dosyć wymagające?

Jest trudne, ale też bardzo satysfakcjonujące. Dlatego, że spotykam się z moimi czytelnikami, a dla autora nie ma chyba czegoś cenniejszego niż kontakt z czytelnikiem. Co innego rozmowy z profesjonalistami, z innymi autorami, gdzie wymieniamy się jakimiś uwagami o tym, co piszemy, jak piszemy, a zupełnie co innego spotkanie z tymi, dla których się pisze. I obserwowanie – jak reagują na tekst, czy rzeczywiście to, co w zamierzeniu miało ich bawić, ich bawi, czy są zainteresowani. To jest też taki bezcenny materiał dla autora i tego nigdy dość.

BM: A czy na podstawie tych spotkań mogłaby Pani ocenić, jak wygląda czytelnictwo w domach dzisiejszych przedszkolaków? Czy dzieciom jeszcze się czyta?

Wydaje mi się, że potrafimy to ocenić na spotkaniach. Nie umiem powiedzieć, jak to wygląda w proporcjach, generalizując, czyli w ilu domach polskich się czyta, a w ilu nie. Ale bardzo łatwo jest to zauważyć w danej grupie przedszkolnej, bo dzieci, którym w domu się czyta, potrafią się skupić. Nawet, jeżeli czyta się im krótki fragment na spotkaniu, one słuchają i reagują. Jeżeli jest coś bardzo śmiesznego, one wybuchają śmiechem. Jeżeli się je prosi, żeby coś dopowiedziały, coś, co się narzuca, to jeżeli one podążają myślą, bezbłędnie dopowiadają. Widać, że te dzieci potrafią słuchać.
A bywają takie dzieci, dla których jest to jakby nowe doświadczenie. One w ogóle nie wiedzą, czego się od nich chce, dlaczego one mają tutaj siedzieć przez chwilę. Są rozproszone, rozglądają się, szukają sobie jakichś zajęć na boku. Jeżeli się prosi je, żeby coś dopowiedziały, żeby weszły w temat, widać, że nie podążają myślą za prowadzącym spotkanie, one są zupełnie wtedy gdzieś indziej myślami. To są ewidentnie dzieci nienawykłe do słuchania, nie potrafią się skupić. Jasne, że nie oczekujemy od dziecka w wieku przedszkolnym, żeby przez bitą godzinę słuchało. Ale one nie potrafią się skupić w ogóle.
Zresztą zdarzają się nam takie przedszkola, gdzie nie ma w ogóle książek albo są jakieś wyświechtane broszurki, bo to nawet nie są książki, tylko broszurki, natomiast telewizor na pół ściany. I dzieci są sadzane przed telewizorem w rządku i mają po cichu siedzieć i oglądać bajkę. Tutaj już w ogóle nie ma opcji, one w ogóle nie są osłuchane, one nie są przyzwyczajone, nie mają jakiś ulubionych bohaterów. I działa to tak, że dzieci nie dość, że nie potrafią się skupić, ale nie potrafią się wypowiedzieć. Jak się je o coś prosi, wciąga w rozmowę, one mają bardzo ubogie słownictwo. To wszystko rzutuje. Dzieci osłuchane, te czytające, są wygadane, one się po prostu potrafią wypowiedzieć. To wszystko z czegoś wynika.

BM: A czy sądzi Pani, że – z perspektywy współczesnego dziecka – książka ma jakieś szanse w zestawieniu z grami komputerowymi, filmami?

Ależ oczywiście, że tak. Z punktu właśnie widzenia – tak jak pani powiedziała – małego dziecka. Dlaczego? Dlatego, że dziecko samo jeszcze nie czyta lub w początkowym etapie czyta bardzo wolno i z trudnościami. Ale jeżeli takiemu dziecku się czyta, to nie ma dla niego cudowniejszej chwili niż ta, kiedy na kolana bierze go mama, albo tata, albo dziadek, albo babcia, otula ramionami, otwiera książkę i czyta. Dziecko jest wtedy w centrum wszechświata, jest najważniejsze! Mama wtedy nie rozmawia przez telefon, nie miesza w garnkach, nie odkurza. Mama jest cała jego, w stu procentach. I ono ma poczucie, że jest ważne, bo jemu się poświęca czas. Ono jest ważne. W takiej intymnej niemalże chwili ono może o wszystko zapytać, ono może się porównać do bohatera opowiadania, powiedzieć, że ono by tak nie zrobiło albo że jego też coś takiego spotkało. Być może nigdy nie powiedziałoby tego, gdyby nie ta chwila szczególna, wyjątkowa, kiedy mama patrzy, jest blisko, otula, on jest cały dla mamy, a mama dla niego. Wtedy też można z dziećmi na wiele tematów rozmawiać. Zapewniam wszystkich, że najlepszy film, najlepsza kreskówka, najlepsza gra nie umywa się do tych chwil, bo wtedy dziecko jest tak naprawdę samo z komputerem. A tutaj jest ta mama, ten bliski kochany człowiek, który jest i poświęca mu czas. Dziecko czuje się ważne, docenione, potrzebne. Ono takich chwil nie odda za żaden film. Ale oczywiście jeżeli się mu tego czasu nie poświęci, to zostaje ekran.

BM: Pani swoim dzieciom oczywiście czytała?

Ja moim dzieciom zdecydowanie czytałam. Zresztą ja niejako nie miałam wyjścia, bo wychowywałam dzieci za granicą, one nie znały języka obcego, więc i tak te wszystkie bajki poza kreskówkami były poza ich zasięgiem. Więc tutaj zdecydowanie byliśmy nastawieni na czytanie. Nie było przyjemniejszych momentów. Nawet gdzieś w terenie, w parku, na basenie, gdziekolwiek były takie chwile, że można było usiąść, jak dziecko już było zmęczone i coś poczytać. Oni to pamiętają do dziś. Ja to wspominam bardzo ciepło. I wiem, że chyba zaszczepiłam w nich tę miłość do książek, bo jako dorośli – ja nie mam już teraz wpływu na ich wybory – oni wybierają książki, czytają.

BM: A czy tworzyła Pani dla nich bajki, jakieś spontanicznie powstające historie – jeszcze zanim zaczęła Pani pisać i wydawać książki?

No właśnie od tego się zaczęło pisanie, że mieszkaliśmy za granicą i nie miałam dostępu do polskich książek. Internetu wtedy jeszcze nie było. Oni chcieli, żeby im czytać przed snem, czy w ogóle w ciągu dnia, a ja nie miałam im już nic do zaoferowania i dlatego zaczęłam im czytać opowiadania. I ponieważ oni się zaśmiewali do łez i już je znali na pamięć, a w kółko i tak chcieli, żeby im czytać od nowa, powstało tych opowiadań sporo. Wylądowały w szufladzie. Dzieci rosły. Ale jak wróciliśmy do Polski, to pomyślałam, że bardzo szkoda by było nie spróbować wydać tych opowiadań. Oczywiście nadziei nie miałam wielkich, ale chciałam zaryzykować. Opracowałam je, coś tam zmieniłam, dodałam, wyszlifowałam i wysłałam je do wydawnictw. Wydawnictwo BIS odpowiedziało pozytywnie. Książka ta sprzedaje się do dziś znakomicie. Powstała już cała z niej seria i do dzisiaj są wznowienia. Jest to jedna z najlepiej sprzedających się pozycji w tym wydawnictwie, które zresztą ma mnóstwo książek u siebie wydanych. Więc to był taki bardzo dobry wybór.

BM: Wydała już Pani książki o koniach, kotach i psach. Planuje Pani kolejne książki o zwierzętach?
przeczytaj recenzję
Najwierniejsi przyjaciele. Niezwykłe psie historie


Tak. Kolejna książka dzisiaj, 11.05., ma premierę. To jest też Wydawnictwa BIS. Oko w oko ze zwierzakiem. I to będzie chyba ostatnia z tej serii. Bo były konie – z racji tego, że od dziecka jeździłam i kocham konie. Psy, no bo wiadomo – ma się psa. Koty tak samo. A ta opowiada o wielu zwierzętach. Każde opowiadanie jest poświęcone innemu zwierzakowi. Jest tam i delfin, i gwarek, jest świnia wietnamska, są słonie, są też psy, ale w grupie występujące, jest wydra. Także każde opowiadanie traktuje o innym zwierzęciu. Niemniej jednak jest ten sam schemat, że przede wszystkim – to we wszystkich tych książkach – to są prawdziwe historie. I uważam, że to jest bezcenne, bo jest bardzo dużo na rynku książek o zwierzętach. Jest to temat wdzięczny dla autora, i dla dziecka. Ale często są to zwierzęta pluszowe, różowe, z kokardą w pupie, z lokami na głowie, które rozmawiają przez komórki i prowadzą samochody. Ja takich zwierząt nie spotkałam. Moje zwierzęta są prawdziwe i wszystkie historie się wydarzyły. Jedne sięgają daleko w przeszłość – jak ta o Bucefale Aleksandra Wielkiego – inne opowiadają o zwierzętach, które żyją jeszcze tu i teraz. Ale każda historia ma swoje źródło w rzeczywistym zdarzeniu – to je wyróżnia. I również te o zwierzętach są tak dobrane, że są to historie prawdziwe. I myślę, że to dużo mocniej do dzieci przemawia niż jakiś tam gadający królik czy różowa małpa, która gra na flecie. To nie są moje klimaty. Dzieci są bardzo wzruszone czytając albo do łez rozbawione, ale wielokrotnie pytają: czy to się wydarzyło? Czy to rzeczywiście tak było? Niesłychane! To ten kot żył, ten pies… itd. Tym się różnią te książki od wielu, które są po prostu fantazją.

BM: Wyróżniają się też Pani sposobem narracji.

Tak, narracją. Bardzo chciałam, żeby dzieci czytając o zwierzętach zapamiętały jedną, dwie takie ulubione historie, które gdzieś tam je najmocniej poruszyły i żeby mając te historie w pamięci, jak zobaczą bezdomnego psa czy kota, żeby chociaż w myślach pogłaskały. Ale żeby nie kopnęły i nie rzuciły kamieniem. Żeby widząc zwierzę potrącone na poboczu, nie przeszły obojętnie, żeby zawiadomiły dorosłego, że trzeba działać, coś się złego stało. Bardzo bym chciała, żeby w dzieciach ta empatia była coraz mocniejsza i żeby ci bracia nasi mniejsi czy więksi byli należycie traktowani.

BM: Czyli Pani każdą książkę pisze po coś, z określoną misją?

Tak, można się i tak doszukać, że po coś. Ale też generalnie chodzi o to, żeby ten czytelnik miał przyjemność z czytania, żeby go to bawiło, żeby się uśmiechał od ucha do ucha. Żeby ta chwila z książką była naprawdę przyjemna.

BM: A jak zbierała Pani materiały do tej serii książek o zwierzętach?

To była taka dosyć benedyktyńska praca, bo trzeba było bardzo dużo literatury przejrzeć. I w bibliotece posiedzieć, i w Internecie pogrzebać tak, aż się zbierze pula. Najłatwiej mi szło z końmi, bo mam bardzo dużo przyjaciół koniarzy, więc byli mi w stanie coś podpowiedzieć, podrzucić. Czytałam Historię jazdy polskiej, gdzie są też anegdotyczne różne opowieści. Sięgałam, gdzie mogłam. Źródła, jakie tylko mogłam, znajdowałam, tak, żeby właśnie oprzeć się na historiach prawdziwych.

BM: Dostawała Pani też jakieś maile, listy z propozycjami kolejnych historii?

Nie, dlatego że się do czytelników nie zwracałam z taką prośbą. Jakoś nie było okazji. Ja jestem bardzo mało aktywna w mediach społecznościowych, ja nie mam na to czasu po prostu, więc jakby nie działam na jakiś forach internetowych, żeby rozsyłać wici. Raczej szukałam sama. Chciałam sprawdzać źródło, wiedzieć, co to za historia, skąd ją zaczerpnęłam, żeby mieć poczucie, że to jest dobrze zrobione.

BM: A kiedy w Pani życiu zdarzają się twarde orzechy do zgryzienia, jak sobie Pani z nimi radzi?

Oczywiście zdarzają się – jak u każdego. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o dzieci, to są sytuacje, które każda mama musi przećwiczyć. I jakoś sobie staramy się radzić. Czasami intuicja wystarczy, podpowie jakieś rozwiązanie. Czasami doświadczenia, które się zbiera przez lata. Czasami się sięga do literatury fachowej. Ale każdy z nas czasem się z czymś boryka. Pewnie nie zawsze wychodzimy z tarczą, czasami na tarczy z tych zmagań.

BM:Ale to nas też czegoś uczy.
przeczytaj recenzję
Twardy orzech do zgryzienia


Tak, to nas też czegoś uczy. I kolejna sytuacja może być rozwiązana już pomyślnie. Niestety, tych orzechów nikomu nie brakuje. Ale może i tak trzeba? Może i to jest dobre.

BM: Żeby życie było pełniejsze.

Żeby było pełniejsze.

O dwunożnych bohaterach, Muminkach i powrocie do dzieciństwa
Pierwsza część wywiadu





KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.