Subskrybuj nasz newsletter
O dzieciach w sieci, trollach i telefonach na randce


Piszę wiersze, dramaty, bajki, baśnie terapeutyczne (…). Pracowałam jako nauczycielka i grafik komputerowy. Związana jestem z Poznaniem, tu skończyłam studia na wydziale filologii polskiej UAM. Kilka lat temu przeprowadziłam się z miasta do domu pod lasem, gdzie hoduję konie, psy, koty, pająki, dzieci i męża – pisze o sobie Zofia Staniszewska*.
Z autorką książek dla dzieci Ale plama! Czyli dobre maniery i domowe afery i Dzieci w sieci dobrych manier rozmawiała Karolina Mucha.


Posłuchaj rozmowy!


Wywiad został nagrany we współpracy z Fundacją Ekomini, twórcą Programu Smart Start podczas 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.


Biblioteczka Malucha: Jest Pani autorką książki Dzieci w sieci dobrych manier, której bohater Franek w kolejnych opowiadaniach poznaje różne zasady netykiety. Czym właściwie jest ta netykieta?

Zofia Staniszewska: To jest coś bardzo podobnego do zwyczajnej etykiety. Dotyczy dobrych manier w sieci.

A czemu należy jej przestrzegać?

Z takich samych powodów, z jakich należy albo dobrze jest przestrzegać dobrych manier. Służą one temu, aby nam się milej wszystkim żyło.

Jak Pani uważa, ile trzeba mieć lat, aby samodzielnie korzystać z Internetu?

Samodzielnie... Ja myślę, że to zależy od dziecka. Wiem, że istnieją ograniczenia wiekowe, jeśli chodzi o korzystanie z pewnych portali społecznościowych, to znaczy Facebook – kiedyś było to 12 lat, teraz dzieci mówią, że 13. Więc przepisy się chyba zmieniły. Na przykład na takich portalach jak Nasza Klasa, z których dzieci też korzystają, nie ma ograniczeń wiekowych. Także z Internetu mogą już w sumie zacząć korzystać dzieci, które potrafią pisać.

A czy jest coś, o czym powinny wiedzieć wcześniej, zanim rodzić zostawi je sam na sam z komputerem podłączonym do sieci?

Powinny wiedzieć, że nie zawsze korzystanie z Internetu jest bezpieczne – o tym też troszkę mówię w swojej książce, chociaż są specjalne publikacje poświęcone bezpieczeństwu w sieci. Ważne jest, aby dzieci wiedziały, że jeżeli poczują się nie swojo albo ktoś będzie pytał je o nazwisko, imię, jakieś dane, żeby z takimi zjawiskami zwróciły się do rodziców lub kogoś dorosłego. Istnieją także ludzie, którzy próbują wykorzystać dzieci w sieci.

Wśród takich nieprzyjemnych czy niebezpiecznych postaci pojawiają się też trolle internetowe. Kim one są i jak można sobie z nimi radzić?

Tu na okładce jest taki brzydki, gruby, czerwony troll. Owłosiony i ma nawet kolczyk w uchu. On później chudnie. Trolle są to postacie z baśni skandynawskich, które dokuczają ludziom. W Internecie przyjęto nazywać tak osoby, które źle się zachowują w stosunku do innych użytkowników sieci, bywają nieprzyjemne, wulgarne, zaczepiają, zmieniają temat dyskusji. Są osobami nieprzyjemnymi albo uciążliwymi, dlatego należy unikać trolli. Najlepszą metodą, jaką w tej chwili wymyślono, jest niereagowanie na zaczepki trolli.

W przypadku Franka to się sprawdziło.

Tak.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo to mam jeszcze jedno pytanie. Spotkanie Franka z nieznajomym z Internetu zakończyło się dobrze, a nawet zabawnie – zwłaszcza, jeśli sobie przypomnimy mamę wyskakującą z szafy. Ale przecież wszystko mogło potoczyć się inaczej, prawda?

Tak, mogło się źle skończyć. Franek umówił się z nieznajomym, który miał bardzo podobnego psa do niego, przynajmniej tak twierdził. Nigdy nie możemy być pewni, jeżeli kogoś nie znamy osobiście, kto to jest. Na przykład ktoś pisze, że ma 9 lat i nazywa się Marek albo jest 10-letnią Anią, a okazuje się, że jest to 40-letni przestępca. Nigdy nie możemy być pewni. Dlatego dzieci nie powinny się umawiać z kimś obcym. W tym wypadku należy powiadomić rodziców. Nawet dorosłym zdarza się umówić z kimś przez Internet i to też może się źle skończyć.

To nie jest kwestia wieku tylko rozwagi.

Trzeba być ostrożnym w kontaktach z ludźmi, których nie znamy.

A jak często wypada korzystać z telefonu podczas randki?

Oj, tu by mógł mój mąż odpowiedzieć, bo jak pisałam to opowiadanie, to jakiś czas wcześniej wybraliśmy się z mężem do kina. Ja jestem bardzo wymagającą żoną i uważam, że jak się umawiam na randkę z moim mężem, szczęśliwa, że nie muszę iść z dziećmi, [to chcę miło spędzić z nim czas]. A on wyciągnął na reklamach komórkę i zaczął coś sprawdzać w sieci. Później były kłopoty... Więc uważam, że jeżeli idzie się z kimś na randkę, to powinno się poświęcać jak najwięcej czasu tej osobie. Cała uwaga powinna być skoncentrowana na tej osobie, ponieważ nie należy do dobrych manier zajmowanie się w tym czasie czymś innym, np. telefonowaniem, wysyłaniem SMS-ów, czy wchodzenie na fora społecznościowe.

Książkowy Franek zakłada blog. O czym można pisać na blogu, a jakich tematów lepiej unikać?

Blog to jest internetowy pamiętnik, dlatego można pisać o różnych sprawach. Bardzo często niektórzy traktują blog jak dziennik, zamieszczają tu wpisy dokonywane codziennie, o takim zwyczajnym życiu. Są też blogi takie bardziej wyspecjalizowane i można pisać tak jak Franek, który założył blog o swoim psie, czy forum dyskusyjne na temat astronomii. Blogi mogą być na przeróżne tematy, np. ktoś interesuje się jakimś zespołem muzycznym, czy muzyką, czy ma jakieś hobby, o modzie, o podróżach.
przeczytaj recenzję
Dzieci w sieci dobrych manier


Jednak lepiej nie pisać o wszystkim?

Trzeba mieć na uwadze to, że blog i wpisy czytają wszyscy, więc musimy uważać, żeby pisać tylko to, czego nie będziemy się wstydzić, albo też nie pisać o rzeczach, które dotyczą bezpośrednio innych osób, bo może im być przykro, gdy o tym przeczytają inni lub nawet oni sami. Musimy zachować pewną ostrożność i z wyczuciem dokonywać wpisów. Lepiej nie pisać wszystkiego o sobie, bo jest to nieetyczne lub może być nawet niebezpieczne. Na przykład niektórzy podają adres i opisują, że właśnie wyjeżdżają na wakacje i dom będzie przez jakiś czas pusty. Zdarza się to nie tylko dzieciom, dorosłym również.

Konsekwencje bywają przykre. A dlaczego Pani zdaniem podczas lekcji nie można korzystać z telefonu komórkowego? Przecież Internet umożliwia szybsze zdobywanie informacji niż szkolny podręcznik.

To wcale nie jest takie pewne, że we wszystkich szkołach nie można korzystać z telefonów komórkowych. Słyszałam, że są już pewne szkoły – na ogół są to klasy, w których znajduje się kilka lub kilkanaścioro dzieci – gdzie nauczyciele pozwalają korzystać z telefonu komórkowego pod pewnymi warunkami. Niektóre dzieci mają szalenie podzielną uwagę, ale myślę że jeżeli wszyscy korzystaliby z telefonów, z Internetu, nie byłoby dobrego przepływu informacji, komunikacji. Nie wiem, czy nauczyciel byłby w stanie wtedy utrzymać uwagę uczniów, bo żeby cokolwiek przekazać, to musi być uwaga skierowana albo na podręcznik, na nauczyciela, kolegów, koleżanki z klasy. Powstałby jeden wielki chaos. Nie mówiąc o tym, że gdyby się do kogoś dzwoniło i rozmawiało podczas lekcji, to byłby straszny bałagan.

Skoro jesteśmy już w temacie lekcji, chciałabym zapytać: czy zdjęcie zrobione nauczycielowi z ukrycia, można zamieścić w Internecie?

Myślę, że nie tylko nauczyciela, ale nawet kolegę przed zamieszczeniem zdjęć, szczególnie z podpisem, powinniśmy zapytać, czy się zgadza. My też byśmy nie chcieli, żeby nasze zdjęcia z jakąś dziwną miną, nieraz śmieszną albo głupią, trafiło do sieci. Nie wszyscy muszą się godzić na to, żeby ich zdjęcia były opublikowane, dlatego należałoby się zapytać o to osoby zainteresowane. Tak samo jak dzieci nie zawsze są zachwycone tym, że rodzice zamieszczają ich zdjęcia w sieci – co się niestety też zdarza. Szczególnie w takich sytuacjach, gdy dziecko przypuśćmy było malutkie, siedziało na nocniku i rodzic się tym chwali. Jeżeli ma roczek, to się wydaje, że to jest w porządku. Tylko że gdy fotografia trafia do sieci, już w niej zostaje. A co będzie, gdy to dziecko dorośnie i będzie starało się o pracę? Podobno pracodawca już w tej chwili sprawdza w sieci zdjęcia. Później takie zdjęcie na nocniku, albo z imprezy, nie zawsze może być tym właściwym.

Dlaczego w autobusie niekoniecznie trzeba opowiadać (np. przez telefon) o swoich największych problemach?

Ludzie w komunikacji miejskiej – w autobusach, w tramwajach – sami zwrócili uwagę, że nie jest im przyjemnie podróżować, gdy słyszą głośne rozmowy telefoniczne, dotyczące rzeczy nieraz bardzo nieprzyjemnych. Często kiedy odbieramy telefon, zapominamy że znajdujemy się w miejscu publicznym, że inni mogą nas słyszeć i mówimy o rzeczach bardzo prywatnych. To są takie historie, które nie zawsze wszyscy dokoła chcą usłyszeć, ktoś ma kłopoty w szkole albo ma kłopoty z brzuchem. Nie są to tematy przeznaczone dla innych. Inny podróżny chciałby sobie wypocząć, z kimś porozmawiać, a musi wysłuchiwać takich głośnej rozmowy prowadzonej przez telefon i to nieraz się zdarza, że pięć, dziesięć osób odbiera telefon i wszyscy rozmawiają jednocześnie.

Niekiedy te rozmowy trwają bardzo długo.

Tak. I w dodatku są bardzo głośne. Należy zwrócić uwagę na drugą osobę. Takim zachowaniem zakłócamy spokój pasażerów.

A czy w autobusie można urządzić koncert, jak to miało miejsce w książce?

To też się wiąże z rozmowami przez telefon, powinniśmy się starać nie zakłócać spokoju innym ludziom, bo ktoś może mieć zupełnie inny gust muzyczny. Albo muzyka może być zbyt głośna i w ten sposób uciążliwa. Do tego służą słuchawki.

Chciałabym przytoczyć jeszcze jedną historię z książki. Pewnego dnia Franek postanowił założyć klub młodego biegacza i w związku z tym musiał wysłać tzw. oficjalnego maila. Prędzej czy później każdy staje przed takim zadaniem. Dlatego proszę wyjaśnić, dlaczego wiadomość do Bardzo Ważnej Osoby nie powinna rozpoczynać się od słowa "witam".

Mail, który wysyłamy do osoby publicznej, powinien być pisany na takich samych zasadach, jak list napisany drogą tradycyjną. W takim liście nie zwrócimy się do osoby nieznajomej, na przykład do dyrektora szkoły czy prezydenta miasta, tradycyjnym „witam” czy „witaj”, tylko napiszemy „Szanowny Panie Dyrektorze”, „Szanowny Panie Profesorze”. Powinniśmy więc w ten sam sposób zatytułować mail. Chciałam zwrócić uwagę, że "witam" to jeszcze pół biedy, gorzej ze słowem "witaj", bo wtedy zwracamy się bezpośrednio na Ty, jak byśmy znali się osobiście i to byłby nasz rówieśnik. Trzeba uważać. Jeżeli chodzi o kolegę, koleżankę, to możemy zatytułować: „hej”, „cześć”, „witaj” - jak najbardziej.

Jak Pani myśli, kto powinien przestrzegać netykiety? Kto może przeczytać Pani książkę i z niej skorzystać?

Książka jest skierowana do dzieci z klas podstawowych, ale może też sięgnąć po nią młodzież z pierwszej klasy gimnazjum lub drugiej. Również rodzice i dziadkowie mówią, że uczą się tam pewnych rzeczy ze słowniczka, ale nie tylko, ponieważ netykieta jest czymś co się teraz kształtuje. To nie jest tak, że maniery są nam dane raz na zawsze. To jest rzecz zmienna i nieraz sami nie wiemy, jak się zachować. Ja też pewne rzeczy musiałam sprawdzać, szczególnie, że jest to pierwsza pozycja w Polsce o tej tematyce. Nie ukrywam, że miałam też kłopoty, żeby uściślić pewne zachowania. Myślę więc, że oprócz dzieci mogą po nią sięgnąć dorośli, rodzice i dziadkowie.

Zwłaszcza, że jest zabawnie napisana i piętnuje złe zachowania nie tylko dzieci – tata też był w kinie z telefonem…

Bo to nie jest tak, że tylko dzieci nie umieją się zachować. Nieraz dorośli również. Ale i dzieci się starają, i dorośli również się starają.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję.


*Więcej informacji o autorce i jej twórczości można znaleźć na stronie: http://www.zofiastaniszewska.pl.

Wywiad powstał we współpracy z Fundacją Ekomini, twórcą Programu Smart Start.

fot. Tomasz Gratkowski


KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.