Subskrybuj nasz newsletter
O dwunożnych bohaterach, Muminkach i powrocie do dzieciństwa
Taka niepokorna dusza i skłonna do wariactw wszelakich – ja się w tym bardzo dobrze czułam. I gdzieś tam we mnie trochę tego zostało, że jakieś drobne szaleństwa są mile widziane (…). Urzekła mnie ta dziewczynka i może dlatego mnie urzekła, że ja doskonale czuję te klimaty, że to mi się szalenie zawsze podobało - mówi o sobie Renata Piątkowska.
Renata Piątkowska jest autorką blisko trzydziestu książek dla dzieci, docenianych zarówno przez krytyków, jak i najmłodszych czytelników. Tworzy piegowate i przygodowe opowieści dla przedszkolaków, pisze o prawach dzieci, przesądach, zwyczajach, przysłowiach, koniach, psach, kotach… Nie unika też tematów ważnych i poważnych, dlatego opowiada dzieciom o Irenie Sendlerowej. I właśnie spotkanie poświęcone książce Wszystkie moje mamy, zorganizowane w ramach obchodu Festiwalu Literatury Dla Dzieci w Krakowie, umożliwiło nam odbycie poniższej rozmowy.

BM: We wszystkich Pani książkach bohaterowie są bardzo realni. Czy opisywane sytuacje, dialogi, przygody, charaktery są inspirowane konkretnymi dziećmi?

Raczej nie. Ale na coś się trzeba było zdecydować. Pomyślałam też, że jeżeli bohaterowie są, tak jak Pani mówi, realni, albo jeżeli czyta się te książki dzieciom, albo – jeżeli już same potrafią – dzieci je czytają, i bohater pochodzi z podobnej rodziny, chodzi do podobnej szkoły, to wszystko to, co przytrafia się temu bohaterowi, może w założeniu przytrafić się czytającemu dziecku. Ponieważ gdyby bohater fruwał, znikał, pojawiał się, miał czapkę niewidkę i pięć par nóg, dziecko nie mogłoby się z nim utożsamiać. To by był bohater, którego dzieje możemy czytać, ale „on ze mną nie ma wiele wspólnego” – myśli czytelnik. Natomiast jeśli bohater jest taki, jak i on, to to, co się przydarza bohaterowi, może przydarzyć się i jemu. Oczywiście bohaterowie oprócz tego mają głowę pełną fantazji, pomysłów, mają wielkie poczucie humoru, ale chciałam, żeby czytelnik taką więź czuł z bohaterem.
O zwycięstwie książek nad telewizją...
Pierwsza część wywiadu

Oczywiście każdy autor próbuje na własny rachunek stworzyć jakiś klimat w książce. Ja oparłam się na takich realnych sytuacjach. Pomyślałam, że może łatwiej dziecku, np. przedszkolakowi, takie historie, które rzeczywiście w świecie przedszkolaka istnieją, zrozumieć. Że się boi ciemności, że się boi bulgotania, bo gdy się wodę z wanny spuszcza, to tam w rurach dzwoni i to są smoki rurowe. A jak widzi muchę na szybie, to już jest cała historia. Bardziej, myślę, to przemawia do dzieci niż jakieś postacie zmyślone, nieistniejące, jakieś wróżki. To jest tylko i wyłącznie mój sposób patrzenia. Pewnie i wróżki są potrzebne. Ale ja mam taki własny swój styl, w którym się najpewniej czuje.

BM: Kreowane przez Panią postacie są nie tylko realistyczne, ale też przekonywujące. Przypominają prawdziwe dzieci: mają poczucie humoru i głowę pełną pomysłów – często absurdalnych z punktu widzenia osoby dorosłej. Przypominają w tym bohaterów książek Astrid Lindgren.

Astrid Lindgren, mistrzyni, pierwsza pisała opowiadania dla dzieci. Wyszła z tej konwencji bajek, zaczęła pisać opowiadania. Mistrz nad mistrzami. I rzeczywiście dla mnie szalenie inspirująca. I język, dialogi, postacie bohaterów, sytuacje, w których oni się znajdują są fantastyczne. Pippi Langstrumpf – niedościgły wzór. Zwariowana, cudowna dziewczynka.

BM: Pani również w swoich książkach ukazuje świat z perspektywy dziecka?

Mnie się twórczość Astrid Lindgren szalenie podoba i gdzieś cały czas czuję ją w pobliżu. I cały czas mi się jakieś odniesienia do niej podobają. To jest mi na pewno najbliższy twórca, autor.

BM: W jednym z wywiadów wspominała Pani o swojej ogromnej sympatii do Muminków. Co Panią w nich urzekło?

Uwielbiałam Muminki. To jest moja lektura z czasów dziecięcych. Zachwyciły mnie, od zawsze jestem ich fanką. Mała Mi, Filifionka, Włóczykij, Mamusia, Tatuś. Dla mnie to jest mistrzostwo świata.

BM: A co w tych opowieściach podoba się Pani najbardziej?

W ogóle postać Muminków. Gdy będąc dzieckiem widziałam ilustracje, były dla mnie cudne. Dopiero teraz niedawno doczytałam, że Muminki wzięły się stąd, że autorka zobaczyła pieniek ośnieżony i ten śnieg na tym pieńku przybierał taką postać istotki z dużym brzuszkiem, krótkimi nóżkami i wielką główką. Tak się uformował w naturze i to ją zainspirowało do narysowania postaci Muminka z ośnieżonego pieńka. I ta cała filozofia, przemycana w opowieściach o Muminkach, którą autorka gdzieś nam chciała przekazać, te dialogi, te sytuacje, w których oni się znajdowali, są dla mnie tak urzekające, że do dziś mogę czytać Muminki i zawsze znajduje tam coś, czego np. nie widziałam lata temu.
przeczytaj recenzję
Nie ma nudnych dni


BM: Nie każdy potrafi dostrzec bajkową postać w ośnieżonym pieńku. A dlaczego Pani pisze książki dla dzieci? Czy w tym „klimacie” czuje się Pani najlepiej?

Zaczęłam je pisać, kiedy miałam małe dzieci i miałam ten materiał „na żywo”. I gdzieś to bardzo dobrze wyszło, książki zaistniały, spodobały się i myślę, że zaczęłam się w tym specjalizować. I myślę, że nie ma we mnie takiej odwagi, żeby teraz się rzucić i zacząć pisać książki dla dorosłych. Myślę, że nie da się robić wszystkiego, każdy znajduje swoją ścieżkę. Na tej ścieżce czuję się pewnie, czuję, że mam grunt pod nogami i już z doświadczenia wiem, jak odbierają mnie czytelnicy i co o tych książkach myślą rodzice, którzy czytają. Wiem, że trafiam w sedno. I troszeczkę bałabym się nagle zacząć pisać powieści dla dorosłych. Nie wiem, czy bym się tak dobrze w tym odnalazła i czy to by się również skończyło powodzeniem. Myślę, że zostanę przy tym, co dobrze mi wychodzi. Zresztą nie mam takiej potrzeby, nie mam takiej historii, którą bym chciała opowiedzieć tylko dorosłym. Może to się kiedyś zmieni? Może jakiś temat mnie porazi, że coś takiego wyjątkowego, że warto spróbować… Ale na dzień dzisiejszy nie zapuszczam się w te rejony.

BM: Zresztą pisząc do dzieci w wieku przedszkolnym, niejako pisze Pani również dla ich rodziców.

Tak, ale są też książki adresowane do dzieci z klas IV – VI, jak np. Wszystkie moje mamy. To jest już taki odbiorca 12-, 13-, 14-letni, to też nie są już książki dla przedszkolaków. Więc i tak uważam, że ten zakres jest dosyć duży, bo nie jest to już tylko 5-, 6-latek, ale gdzieś idziemy aż po koniec podstawówki.

BM: A czy Pani dzieci wciąż czytają Pani książki?

Nie. Byłoby mi trudno zmusić mojego dwudziestopięcioletniego syna, żeby przeczytał jakąś tam bajeczkę… Tzn. bajeczek to ja nie piszę, ale jakąś tam książkę, np. Oko w oko ze zwierzakiem. Czasami mu opowiadam, czasami on mi czegoś poszuka gdzieś, ale to już nie jest to. Wiem, że jeśli przeczyta, to tylko po to, żeby mamie zrobić przyjemność, a nie jest to literatura, po którą on sam by sięgnął. Ale oczywiście mam w nich wsparcie. Czasami, jak się nad czymś dłużej zastanawiam, waham, to dzwonię i pytam córkę: słuchaj, jakbyś ty to uważała. Więc jesteśmy blisko w tym temacie, ale to już nie są moi prawdziwi czytelnicy.

BM: A czy oni też coś piszą?

Syn mieszka w Niemczech i wydał książkę, która stanowiła jego pracę magisterską. To była książka o Kafce. Napisał pracę, a tam istnieje jakiś portal w Niemczech, gdzie można wysłać swoje prace, oni to czytają, analizują, czy to się nadaje do druku. On wysłał – to jest jakaś analiza freudowska Kafki – i oni mu to wydali. Ma tę książkę na rynku, po niemiecku oczywiście, no i jest dumny i blady. Ale to jest taki incydentalny przypadek, gdzieś tam to napisał, ale nie sądzę, żeby to owocowało w przyszłości jakąś twórczością literacką, czy że napisze na przykład jakieś reportaże. Ale jest bardzo dumny, że tę książkę ma.

BM: Wracając jeszcze do Astrid Lindgren – czy jako dziecko przypominała Pani bardziej Pippi czy Lisę z Bullerbyn?

Oj, zdecydowanie Pippi. Taka niepokorna dusza i skłonna do wariactw wszelakich. Tutaj się w tym bardzo dobrze czułam. I gdzieś tam we mnie trochę tego zostało, że jakieś drobne szaleństwa są mile widziane.

BM: I miłość do koni.

Miłość do koni absolutna – jak najbardziej. Urzekła mnie ta dziewczynka i być może dlatego też mnie urzekła, że ja doskonale czuję te klimaty, że to mi się szalenie zawsze podobało. Jest mi dużo bliższa niż ta grzeczna, poukładana i taka „pod linijeczkę”. To nie ja.

BM: Czyli potrafiła się też Pani buntować przeciw dorosłym?

Ja myślę, że tak. Tylko że to było całkowicie inne czasy. Moi rodzice byli bardzo zapracowani, mnie wychowywała niania. To też były inne realia, nie takie, jak dzisiaj, że się z rodzicami spiera, czy buntuje. To była dosyć odległa przeszłość. Ale zawsze korciło mnie to, czego właśnie robić nie należało.

BM: A gdyby dziś miała Pani szansę na jeden dzień stać się dzieckiem – ile lat chciałaby Pani mieć?

Myślę, że chciałabym być taką małą rozkoszną dziewczynką z kucykami, figlarnym błyskiem w oku. Taką pieszczochą, która się wdrapuje na kolana i która idzie z tatą na lody. Chyba taką właśnie małą dziewczynką, dla której wszystko jest możliwe, a świat nie ma wad, jest piękny. Myślę, że w tym bym się dobrze poczuła, choć na chwilę.
O zwycięstwie książek nad telewizją...
Pierwsza część wywiadu





KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.