Subskrybuj nasz newsletter
O czytaniu, złotych książkach i odkrywaniu pereł


Z panią Ireną Koźmińską, założycielką i prezesem „Fundacji ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom”, dzięki której tak wiele polskich dzieci każdego dnia otrzymuje dwadzieścia minut przyjemności (czyli czytania) rozmawiała Karolina Mucha.


Posłuchaj rozmowy!


Wywiad został nagrany 23.10.2015 r., podczas 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.


Kampania społeczna „Cała Polska Czyta Dzieciom”, realizowana przez fundację, którą Pani założyła, przynosi wspaniałe owoce. Myślę, że zmotywowała wielu rodziców do regularnego przeznaczania czasu na wspólną lekturę z dziećmi. Jednak chyba jeszcze nie we wszystkich polskich domach się czyta. Proszę powiedzieć, czy dostrzega Pani różnice pomiędzy dziećmi, którym się codziennie czyta, a tymi, które takiej przyjemności nie mają?

Ta różnica jest gigantyczna. To może nie tyle ja to dostrzegam, ale dostrzegają rodzice i dostrzegają nauczyciele – dostrzegają osoby, które pracują z dziećmi. Na przykład jeżeli grupa przedszkolna miała kontakt z książkami, bo opiekunka przedszkolna im czytała i te dzieci przechodzą potem do szkoły, to nauczycielki w szkole widzą, że to są zupełnie inne dzieci. Mają inny poziom, jeżeli chodzi o zasób słów, umiejętność rozumienia, swobodę wysławiania, ale również zainteresowania, chęć słuchania, chęć uczenia się. To się również przekłada na zachowania, dlatego, że rozczytane dzieci, lepiej się zachowują. Bo są bardziej refleksyjne, potrafią myśleć, potrafią swoje sprawy i problemy rozwiązywać przy pomocy słów i różnych takich intelektualnych rozwiązań, a nie pięści.

Ale chyba nie bez znaczenia jest to, co się czyta? Czy można dzieciom czytać cokolwiek?

Stworzyliśmy kryteria wyboru dobrych książek dla dzieci. Uważamy, że rodzic czy nauczyciel, który sięga po książkę powinien starać się znajdować takie tytuły, które budują dziecko, rozszerzają jego wiedzę, światopogląd, słownictwo, pokazują dobre wzorce. Można powiedzieć, że one wspierają dobry rozwój dziecka, a nie są tylko rozrywką taką niewybredną, bo i takie książki bywają. My ich nie polecamy. Jeżeli ktoś chciałby się zapoznać z naszymi kryteriami, zapraszam do odwiedzenia strony: www.calapolskaczytadzieciom.pl Tam są zarówno kryteria wyboru dobrych książek, jak i Złota Lista. Ta lista to są naprawdę znakomite książki. Są one podzielone w zależności od wieku dziecka – do 4 lat, a potem co 2 lata takie przedziały. Jest tam już naprawdę dużo tych tytułów, myślę, że blisko dwieście, więc jest z czego wybierać, jeżeli rodzic zaczyna taką przygodę. Ci, którzy już dużo czytają, być może będą nam mogli sami podrzucić pomysły, jakie kolejne książki moglibyśmy wprowadzić na Złotą Listę, bądź też do Przewodnika po dobrych książkach. Mamy stronę http://rodzinneczytanie.pl/, która jest prowadzona dla Klubów Czytających Rodzin, czyli dla tych rodzin, które bardzo by się chciały z innymi rodzinami wymieniać swoimi doświadczeniami książkowymi, chciałyby stworzyć swoim dzieciom szanse rozmowy z rówieśnikami na temat książek, bohaterów książkowych. I właśnie te kluby, powstające w różnych miastach, same też podsuwają tytułu, które potem są przez Radę Literacką Fundacji jakoś tam weryfikowane i wprowadzane do Przewodnika po dobrych książkach. To też jest zasób, z którego można korzystać.

Ale sama dobra książka chyba nie wystarczy, bo doświadczenie pokazuje, że nie wszystkie dzieci w podobny sposób reagują na książki. I to jest to, o czym często rodzice mówią – że ich dziecko nie chce słuchać. Mam tu na myśli na przykład takie maluszki, które nie mogą usiedzieć choćby dwóch minut.

Ale to jest zupełnie zrozumiałe, że dziecko nie może usiedzieć. Tym bardziej, jeśli nie miało wcześniej doświadczeń czytelniczych. Pani wspominała o tym, że Pani córka urodziła się czytelniczką…

Jedna.

Jedna?

Natomiast z drugą czytałyśmy książki naśladując bohaterów – ona nie siedziała w miejscu, tylko robiła to, co oni.

Ale to jest fantastyczne! Niech dzieci sobie chodzą, niech dzieci się bawią, byle cicho. Ale nie należy ich zmuszać do tego, żeby siedziały grzecznie, sztywno, na jednym miejscu, bo my je wtedy w zasadzie przekonujemy, że te książki to jest rodzaj opresji. Natomiast możemy czytać po dwie minuty, po trzy, po pięć minut na początku, kiedy dziecko jeszcze nie potrafi usiedzieć, nie potrafi się skupić. Moja znajoma, której synek nie chciał słuchać, czytała mu wtedy, kiedy kładła go już do łóżeczka – czy na takie południowe spanie, czy wieczorem. On zawsze chciał, żeby mama posiedziała chwilę i wtedy był skłonny posłuchać. Zresztą nie miał wyboru, bo już i tak siedział w tym łóżeczku, a mama mu czytała. W wieku trzech lat miał już taki zasób słów jak dorosły przeciętny Polak. I zaskakiwał ludzi tym, jakim dojrzałym i pięknym językiem się posługuje.

Znajoma bibliotekarka opowiadała mi o tym, że często bibliotekę odwiedzają rodzice z małymi dziećmi, wypożyczają dla nich mnóstwo książek, czytają. Natomiast gdy przychodzi ten moment, kiedy dziecko samo powinno zacząć czytać książki, ma dziewięć, dziesięć lat, stroni od nich jak od ognia, za nic nie chce czytać. Jak Pani myśli, dlaczego tak się dzieje?

Ja myślę, że jakiś tam po drodze po prostu jest popełniony błąd – albo po stronie rodziców, albo po stronie szkoły. I niestety tutaj szkoła bardzo często zamiast budować motywację do czytania książek, nieświadomie dzieci do książek zniechęca. Po pierwsze dlatego, że w zły sposób uczy czytania. Zupełnie nieprawidłowy. Bo czytanie musi być prowadzone przede wszystkim przez budowanie umiejętności językowych. Jeśli dzieci słabo znają język, zmuszanie ich do czytania, to jest naprawdę straszny stres dla nich, katorga. I w dodatku jest to czynność bez sensu, bo jeżeli się coś wyduka i się tego nie rozumie, to jaką można mieć z tego korzyść albo przyjemność? Czyli to czytanie szkolne może być przyczyną tego, że dzieci nie są chętne, żeby same czytać.

Ale to też jest kwestia doboru książek. Czasami te lektury są zupełnie nieodpowiednie dla danego dziecka. Na przykład są nie na ten temat, który by dziecko interesował. Jeżeli chłopcom dajemy w wieku dwunastu lat Anię z Zielonego Wzgórza, to naprawdę trudno się dziwić, że oni przez taką lekturę nie są w stanie przebrnąć. Dla chłopca książka to musi być przygoda, akcja, sensacja, po prostu cały czas coś się dzieje, jakaś adrenalina, bohaterowie są wyraziści. Natomiast może być też tak, że książka jest zbyt banalna, albo zbyt trudna. Tutaj mogą być bardzo różne powody.

Może też rodzic był zbyt ambitny i zmuszał to dziecko właśnie, żeby siedziało grzecznie, że czytamy dwadzieścia minut. Stoper nastawiał i nie opuścił żadnego takiego czytania. Myślę, że jak się nie zna konkretnej sytuacji, to trudno jest wyrokować. Najważniejsze jest to, żeby pamiętać, że czytanie ma się dziecku kojarzyć z przyjemnością – czy to w domu, czy w szkole. Jeżeli dziecko będzie też widziało, że dorosły podziela jego entuzjazm książką, albo nawet inaczej – że to dziecko próbuje zarazić swoim entuzjazmem – to ono też będzie się tą książką z czasem interesować.

A może duże znaczenia ma tutaj ten moment wchodzenia w samodzielne czytanie. Bo jeśli rodzic nagle przerywa czytanie…

Wie pani, to jest częsty błąd. O tym pisze Daniel Pennac w książce Jak powieść. Mówi o tym, że często rodzice przez wiele lat czytają dzieciom i dzieci uwielbiają to czytanie. A potem dziecko idzie do szkoły i nagle rodzice wycofują się z tego rytuału codziennego czytania, bo uważają, że dziecko poznało litery i teraz właściwie ono ma już czytać samo, to jest jego obowiązek. I zostawiają tego malucha samego z tekstem, który jest dla niego trudny, nieprzyjazny. I poza tym cała ta czarodziejska atmosfera zupełnie ginie. Bo kiedy czytało się w towarzystwie… to znaczy może nie tyle czytało się, co słuchało się, obcowało się z książką w towarzystwie taty czy mamy, to po prostu była to magia, coś cudownego. A tu po prostu dziecko ma obowiązek, który często przekracza jego możliwości, bo jest niesprawnym czytelnikiem. Więc rodzice, żeby nie zaprzepaścić tych wszystkich lat, które poświęcili na czytanie – może nie tyle poświęcili, ile spędzili czytając dziecku – powinni kontynuować czytanie. Myślę, że powinno się czytać dzieciom co najmniej do dwunastego roku życia, dlatego, że to nie chodzi tylko o książki – to chodzi o budowanie więzi. Budowanie takiej bliskiej relacji z własnym dzieckiem, opartej na zaufaniu, opartej na przyjemności wspólnego spędzania czasu, rozmów – i my mamy znakomite tematy do tych rozmów! Ojcowie często nie wiedzą, o czym rozmawiać z dziećmi. Jak będą im czytać, to od razu tematy się będą same pojawiały.

My mamy takie doświadczenie z naszą córką, której też przerwaliśmy czytanie, gdy poszła do szkoły. W ogóle nie miałam wtedy na ten temat żadnej refleksji, bo ja się tym nie zajmowałam, nie miałam wiedzy. Dopiero gdy pojechaliśmy do Stanów, a córka miała jedenaście lat, ja się zetknęłam z tymi naukami Jima Trelease’a, o których często mówię, bo tak naprawdę to nie jest coś, co ja sobie wymyśliłam. Poczułam się przekonana tą jego nauką i przykładami, które podaje na temat tego, jak czytanie wpływa na rozwój dzieci, jakie daje im szanse rozwojowe, i edukacyjne, i zawodowe. Nasza córka w wieku jedenastu – dwunastu lat, powiedzmy, już sama czytała, więcej, mniej… Ale przede wszystkim znaleźliśmy się w Stanach i ona czytała po angielsku, więc ja jej już tutaj nie pomagałam. Znam angielski, ale chyba nie odważyłabym się jej czytać po angielsku, bo moja wymowa nie była właściwa. Ale wtedy się zetknęłam z naukami Jima Trelease’a i zaproponowałam córce, że będziemy jej czytać. Ona oczywiście odmówiła na początku. Ja przez wiele dni, pamiętając: „czytanie ma się kojarzyć z przyjemnością”, tylko zachęcałam. Nie narzucałam, nie groziłam, nie straszyłam – tylko zachęcałam. I miałam przygotowanego Faraona. Kiedy po iluś tam dniach córka przychodzi i mówi: no jak już tak bardzo chcesz mi czytać, to mi czytaj, zaczęłam jej czytać Faraona i nie odpuściła – kolejnego dnia przyszła i chciała kolejny rozdział, i kolejny. Przeczytałyśmy całego Faraona, potem kolejne książki i myśmy to głośne czytanie kontynuowały aż do jej siedemnastego roku życia. Pewnie trwałoby to dłużej, ale myśmy już wrócili z placówki do Polski, a córka została tam i poszła na studia w Stanach. Więc po prostu jakby ta fizyczna rozłąka sprawiła, że zaprzestaliśmy czytania. Córka mieszka na stałe w Stanach. Ale myślę, że również dzięki tym godzinom spędzonym na czytaniu książek ona ma naprawdę duży zasób słów, które rozumie i jak się tak troszeczkę oswoi – bo mieszka tam jednak od dwudziestu lat i to w środowisku amerykańskim – więc jak przyjeżdża, to czasami kilka dni tak trochę te języki jej się mieszają, ale już po dwóch tygodniach to mówi po prostu bezbłędnie po polsku.

Państwa relacje też są bliższe dzięki temu czytaniu?

Powiem Pani, że relacje są coraz bliższe, ale ja na to pracowałam. Dlatego że popełniałam jako mama bardzo wiele błędów i sięgnęłam po książki mądrych psychologów, mądrych ludzi, takich jak Ross Campbell Jak naprawdę kochać dziecko. On pisze, jak okazuje się dziecku miłość w jego języku, czyli w takim, który dla dziecka jest odczuwany jako przejaw miłości: pełen miłości kontakt wzrokowy, pełen miłości kontakt fizyczny (czyli pogłaskanie, przytulenie), spędzenie czasu z dzieckiem, uwaga poświęcona dziecku i bycie przewodnikiem – otwieranie mu świata, pokazywanie mu jakichś nowych obszarów, tematów, a nie to, że mu damy pieniądze, kieszonkowe.

A czy Pani jako małej dziewczynce czytano?

Tak. Czytano mi. Aczkolwiek pewnie nie codziennie dwadzieścia minut, ale takich wspomnień z czytaniem mam sporo.

A kto najczęściej czytał?

Myślę, że mama, babcia, ciocia…

Czyli kobiety?

Tak, kobiety, rzeczywiście. Nie przypominam sobie… Ale być może to jest niesprawiedliwe, że to mi się nie zapisało, być może, że mój tata też czytał. Był bardzo ciepłym człowiekiem i nie wykluczam tego, że też mi jakieś bajki czytał, ale jakoś nie utrwaliło mi się to głębiej w pamięci.

Skoro mówimy o wychowaniu przez czytanie, chciałabym zapytać, jakie książki wychowały i ukształtowały Panią. Czy pamięta Pani z dzieciństwa książki, które odcisnęły na Pani najsilniejsze piętno?

Powiem Pani, że bardzo dobrze je pamiętam. Co więcej, one były dla mnie tak ważne, że kiedy powstała Fundacja moim marzeniem było to, żeby te książki przywrócić, bo one uległy zapomnieniu. Niesłusznemu zapomnieniu. I udało nam się wraz z Polityką, z czasopismem Polityka, stworzyć kolekcję dwudziestu trzech tomów.

To się zaczęło od Astrid Lindgren, prawda?

Tak, to się zaczynało od Emila ze Smalandii i Lotty. W tej kolekcji miałam szansę przywrócić takie książki, które dla mnie były niezwykle cenne. Słoń Birara. Wielkie czyny Szympansa Bajbuna Mądrego, nadwornego doradcy króla jegomości lwa Samby Mocnego. Dzieci pana majstra. Ja do dziś pamiętam, z jaką emocją czytałam albo czytano mi te wierszyki:
majster Tydzień, chwat nad chwaty,
będzie temu lat już wiele,
ujrzał piękną niby kwiaty,
młodą pannę – Imć Niedzielę.


I to jest przepiękna rymowana opowieść Zofii Rogoszówny, której przesłaniem jest to, że trzeba być uczciwym. I to mi się szalenie podobało: niech każdy z was pamięta – cudza własność to rzecz święta. To się powtarzało wielokrotnie. Dla małego dziecka to jest bardzo ważne, żeby miało takie absolutnie jednoznaczne wskazania. Serce Amicisa – dla mnie to była książka wstrząsająca, dlatego, że tam są takie opowiadania, gdzie np. chłopiec oddaje swoje miejsce w szalupie ratunkowej. Wiedząc, że zginie, daje szansę dziewczynce, która kogoś w życiu ma i ma do kogo wrócić. A on nie miał nikogo. Więc to są takie przykłady altruizmu, przykłady heroizmu, przykłady naprawdę jakiegoś wielkiego humanizmu. I uważam, że dzieciom takie książki naprawdę są potrzebne. Ja ubolewam, że współcześnie właściwie to tym dzieciom dajemy taką sieczkę rozrywkową i często to są po prostu jakieś głupie postaci, jakieś głupie wątki, jakieś kryminały. Owszem, dzieci je lubią. Ale oprócz tego powinny też mieć książki, które budują je i tak naprawdę uruchamiają najlepsze cechy w sercu dziecka.

Które też wzruszają na przykład, prawda?

Wzruszają, budują empatię, współczucie.

Czy obecnie znajduje Pani czas na czytanie książek?

Ja czytam bardzo dużo, tylko dość niewiele czytam beletrystyki dla dorosłych.

Jakie gatunki czyta Pani przede wszystkim?

Wie Pani, książki faktograficzne. Tego jest tak dużo i one mnie tak interesują! Dla mnie przeczytanie książki Korporacja. Patologiczna pogoń za zyskiem i władzą albo Dzieciństwo w oblężeniu. Łatwy cel dla wielkiego biznesu albo Pornoland. Jak skradziono naszą seksualność – to są książki, które naprawdę wzbudzają u mnie tak wielkie zainteresowanie jak u kogoś innego książka sensacyjna czy kryminał. To jest kwestia po prostu, czego człowiek szuka. Ja nie szukam rozrywki w tej książce, aczkolwiek to jest też dla mnie rozrywka, bo czasem się nie mogę od tego oderwać i czytam do późna w nocy. Ale też czytam książki beletrystyczne – dla dzieci. Dlatego że teraz zaczynamy znowu nową kolekcję. Właściwie tytułów dużo już wybraliśmy, ale jeszcze cały czas szukam takich pereł – pereł nieoczywistych. Więc sporo czytam. Ostatnio naprawdę odkryłam Gianniego Rodariego i przeczytałam chyba wszystkie jego książki, które są wydane w języku polskim. Wydaje mi się, że ze trzy tam się nadają do naszej nowej kolekcji.

Może Pani zdradzić, co to za kolekcja?

To będzie kolekcja na piętnastolecie kampanii czytania. Będzie piętnaście książek, które znowu wydamy wspólnie z Polityką. To będą takie książki, które nie są oczywiste dla ludzi. Jeżeli się komuś powie tytuł, to czasami ktoś powie: o, nie czytałem! A są znakomite.

Czyli odkrywanie pereł.

Odkrywanie pereł albo takich książek zapomnianych. Chociaż z tego mojego dzieciństwa wszystkie zapomniane perły udało mi się do tej pierwszej kolekcji zmieścić, bo nie sądziłam, że będziemy mieć szansę po raz drugi. A teraz jeszcze tam jakąś książkę z dzieciństwa… Już wiem! Tajemniczego opiekuna wstawimy. Chociaż to może nie z tego najwcześniejszego dzieciństwa, ale z tego nastoletniego okresu, ale ta książka ma szansę, by się znaleźć w kolekcji. Mam potwierdzenie, że współczesne małe czytelniczki są zachwycone tą książką, że ona się nie zestarzała.

Czy są jakieś dokładniejsze kryteria wyboru tych książek?

Musi być taki język, który dla dziecka współczesnego jest strawny. Może nawet nie tyle strawny, co jest normalny, atrakcyjny, nie trąci myszką, nie ma tam słów, których dziecko nie rozumie i się z tego powodu zniechęci. Chociaż jeśli są to książki dla młodszych dzieci, to ja tam dopuszczam jakieś anachronizmy, bo jeśli to czyta dorosły, to wtedy właśnie z kontekstu dziecko może znacznie więcej zrozumieć.

Kiedy możemy spodziewać się tej kolekcji?

Mam nadzieję, że od lutego przyszłego roku.

Czekamy więc z niecierpliwością. Dziękuję bardzo.

Dziękuję również.

Wywiad powstał we współpracy z Fundacją Ekomini, twórcą Programu Smart Start.

fot. Wojciech Druszcz


KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.