Subskrybuj nasz newsletter
Ucieczka przed wojną
Nieustannie gdzieś na świecie toczy się jakaś wojna. Długo czułam przerażenie na myśl, że moje dziecko kiedyś dowie się o tym, do czego naprawdę zdolny jest człowiek. Gdzieś z tyłu głowy czaił się pomysł, żeby jak najdłużej trzymać go od tej wiedzy z daleka. Jednak dzisiejszy świat, w którym każda informacja, nawet z najdalszych jego zakątków, może być usłyszana wszędzie w ciągu omalże sekund, to nie miejsce na ukrywanie takich faktów. Więc chyba lepiej rozważnie wprowadzać dziecko w tę trudną tematykę? I co najważniejsze pokazywać, że obok najgorszej nawet wojny zawsze gdzieś może rodzić się dobro?

Taka właśnie jest książka Barbary Gawryluk. Opowieść oparta jest na losach autentycznej ukraińskiej rodziny, która uciekając z Doniecka przed wojną trafiła do małego miasteczka na południu Polski.

Narratorem jest Roman, najstarszy z trójki rodzeństwa. Opowiada o tym, jak ich zwyczajne życie, w którym mama opiekowała się nimi, a tata miał dobrą pracę, zaczyna się zmieniać pod wpływem wydarzeń w kraju. Tata traci zatrudnienie, zaczynają się problemy finansowe, a do dzieci coraz częściej docierają strzępki rozmów zmartwionych rodziców, pośród których Roman słyszy słowa “bieda”, “wojna” i “bezpieczeństwo”. Rodzice postanawiają wyjechać z kraju – z ciężkim sercem, bo zostawiają tam dziadka i babcię, którzy nie chcą już szukać dla siebie nowego miejsca.

Każdy członek rodziny może zabrać ze sobą tylko jeden plecak, a to oznacza, że większość ich rzeczy osobistych musi zostać. W Polsce najpierw trafiają do ośrodka dla uchodźców, gdzie uczą się języka. Po kilku miesiącach jadą do miasteczka, w którym teraz będzie ich nowy dom.

Tekst bardzo oszczędnie pokazuje grozę wojny, gdzieś pojawiają się czołgi i zniszczone budynki, ktoś został ranny - na tyle, na ile jest to możliwe do przyjęcia dla młodego czytelnika. Jednak sama sytuacja - gdy trzeba zostawić wszystko co bliskie sercu, a wiec i babcię i ukochany rower, a potem jechać w zupełnie nowe miejsce, powinna dostatecznie uświadomić odbiorcy tragedię i bezsens wojny.

Oczywiście bohaterowie w nowej szkole nie od razu czuja się dobrze. Mają jeszcze problemy komunikacyjne, początkowo nie są akceptowani przez rówieśników, jednak na szczęście i te problemy udaje się rozwiązać.

Dlaczego stwierdziłam, że muszę tę książkę przeczytać mojemu synowi?
Ponieważ pokazuje, że wojna to nie jest coś, co nas zupełnie nie dotyczy. Uświadamia, że musimy być gotowi na pomoc jej ofiarom i jak najlepsze przyjęcie ich u siebie.

Warto pokazać też dzieciom, że nie ma co rozpaczać, gdy mama odmówi kupienia kolejnej zabawki, bo główny bohater musiał zostawić prawie wszystko. Roman mówi kolegom, którzy się z niego wyśmiewają, że się ich nie boi, bo uciekł przed wojną i to ona jest groźna, a zaczepiający go rówieśnicy są co najwyżej głupi.

Nie chodzi tutaj o to, by uznać, że małe - wielkie dramaty naszych dzieci (czyli pragnienie jakiś rzeczy albo brak akceptacji w grupie) są nieważne, ale od najmłodszych lat uczyć ich patrzenia na problemy z szerszej perspektywy.
Hanna Pietrzak-Trzcińska
5 września 2016


Hanna Pietrzak-Trzcińska
Z wykształcenia jestem pedagogiem kulturalno-oświatowym, póki co wiedzę ze studiów wykorzystuję tylko do wychowywania dwóch synów. (Starszy jest już maniakalnym czytelnikiem). Od zawsze zakochana w książkach, przez kilka lat pracowałam w księgarni internetowej wydawnictwa, obecnie dobrą literaturę dla dzieci polecam w Biblioteczce Malucha.

Prowadzę także bloga sarkazmprzykawie.blogspot.com/.


O książce
Tytuł: Teraz tu jest nasz dom
Autor: Barbara Gawryluk (tekst), Maciej Szymanowicz (ilustracje)
Wydawnictwo: Literatura
Miejsce i rok wydania: Łódź 2016
Liczba stron: 48
ISBN: 978-83-7672-442-3
Podobne znajdziesz w katalogach
KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.