Subskrybuj nasz newsletter
Angielski dla przedszkolaków (wersja domowa)
Wiadomo – dziś bez angielskiego ani rusz. Dlatego tak wielu rodziców w arkana obcych języków wprowadza swe pociechy już od kołyski. Ewentualnie – od wieku wczesnoprzedszkolnego. Nic dziwnego, że co i rusz pojawiają się nowe metody nauki najmłodszych, że wciąż rośnie liczba szkół językowych. Przed skorzystaniem z ich oferty warto jednak rozważyć, czy dosyć kosztowne kursy dla kilkulatków to bardziej konieczność czy moda. Czy dzieci, które w nich – z najrozmaitszych przyczyn – nie uczestniczą, pod względem umiejętności językowych pozostaną w tyle za rówieśnikami?

Nie chciałabym tu negować wartości wcześnie rozpoczętej edukacji (zwłaszcza, gdy dziecko biegle posługuje się już mową ojczystą). Postanowiłam jednak sprawdzić, na ile nauka w domu, z rodzicami nie-anglistami, może stanowić alternatywę dla zajęć zorganizowanych.

W tym celu wykorzystałam materiały z serii Kapitan Nauka (https://www.kapitannauka.pl/). Ich testerkami były dwie dziewczynki: trzyipółlatka i jej pięcioletnia siostra. Przez miesiąc każdego dnia korzystałyśmy z przynajmniej jednej z poniższych publikacji:

Początkowy plan zakładał, że uczyć się będziemy pół godziny każdego dnia. Codzienność jednak szybko wzięła górę na szczytnymi założeniami. Na naukę przeznaczałyśmy więc ok. 10-15 minut. Jak ona wyglądała?

Właściwie codziennie wprowadzałyśmy nowe słówka i utrwalałyśmy te wcześniej poznane. Służyły temu znane (i atrakcyjne dla dziewczynek) zabawy oraz zagadki, inspirowane dołączonymi do materiałów instrukcjami.

Które zwierzę...

Co zniknęło?

Które zwierzęta zmieniły swoją kolejność?

Czasem dziewczynki dopasowywały nazwę zwierzęcia do wydawanych przez nie odgłosów, a wiele przyjemności sprawiała im gra w kalambury przy użyciu kart.

Nieco inaczej korzystałyśmy z zestawu Angielski dla dzieci. 100 pierwszych słówek. Kolejne słówka poznawałyśmy działami (słuchając nagrań ich wymowy na dołączonej płycie), ucząc się np. kolorów, cyfr, nazw części ciała, członków rodziny czy ubrań. Tym razem polecenia były bardziej bezpośrednie.

Where is...?

Każda z dziewczynek wybierała też kilka słówek z danego działu i przyczepiała je do lodówki, gdzie wisiały dopóty, dopóki nie zostały zapamiętane (codziennie sprawdzałyśmy, czy to już nastąpiło). Ilość słówek odpowiadała wiekowi dziewczynek – trzylatka wybierała 3, pięciolatka – 5.

Znakomitym narzędziem okazał się Angielski. Zagadki obrazkowe. Starsza córka sięgała po nie chętnie i samodzielnie rozwiązywała po kilka-kilkanaście zagadek dziennie.

Poznawane słówka utrwalałyśmy za pomocą piosenek. Rzadziej korzystałyśmy z materiałów zamieszczonych na stronie wydawcy (http://czasdzieci.pl/kapitan-nauka/).

Jakie były efekty? Obydwie dziewczynki skutecznie utrwaliły poznane już wcześniej słówka (raz w tygodniu uczestniczą w ok. 30-minutowych zajęciach z języka angielskiego w przedszkolu, ponadto starsza w ubiegłym roku uczestniczyła w kursie dla dzieci) i poznały wiele nowych. Pięciolatka większość z nich pamięta i dość swobodnie wymawia, jej młodsza siostra – zna ich mniej i raczej rozpoznaje ze słuchu niż samodzielnie wypowiada. Najłatwiejsze okazało się przyswojenie nazw zwierząt – nie tylko z uwagi na zainteresowanie nimi, ale również i na to, że zestaw Angielski dla malucha. Zwierzęta najbardziej przypadł dziewczynkom do gustu. Znacznie mniej – pod względem graficznym – spodobały im się karty z Angielski dla dzieci. 100 pierwszych słówek - głównie z uwagi na wizerunki postaci.
    Co nam się spodobało?
  • różnorodność materiałów (piosenki, karty obrazkowe, zagadki, malowanki),
  • ich prostota oraz wielość możliwości wykorzystania,
  • mini-poradniki dla rodziców i nauczycieli, zawierające wiele pomysłów na zabawy,
  • dobór piosenek, pozwalających na utrwalania poznawanych słów, oraz książka zawierająca angielskie teksty, polskie tłumaczenia oraz nuty,
  • zagadki obrazkowe wspomagające samodzielną naukę oraz zachęcające do niej,
  • jakość – zwłaszcza zestawu przeznaczonego dla maluchów,
  • systematyczność nauki i wspólnie spędzany czas!

    Co jeszcze by się przydało?

    Trudno byłoby nam kontynuować naukę tylko w oparciu o zaprezentowane materiały. Pod koniec miesiąca motywacja dziewczynek stopniowo malała. W naszym przypadku bardzo przydałyby się pomoce, z których dzieci mogłyby korzystać samodzielnie i spontanicznie, m.in. gry (np. typu memory). W przyszłości chętnie poznamy pozostałe części serii Angielski dla malucha oraz kolejne Angielski. Zagadki obrazkowe.

    Czy tak zorganizowana domowa nauka może zastąpić kurs angielskiego dla przedszkolaków?

    Okazuje się, że niezupełnie. Dziewczynki znają teraz o wiele więcej słówek, jednak nie wykorzystują ich raczej do tworzenia wypowiedzi i rozbudowanych zdań. Dlatego opisaną powyżej naukę uzupełniamy dodatkowymi zestawami piosenek (zwłaszcza nawiązującymi do codziennych czynności – np. Put on Your Shoes, The Bath Song) oraz oglądaniem anglojęzycznych bajek. Wykorzystywane przez nas materiały znakomicie nadają się natomiast to rozszerzania i utrwalania słownictwa dzieci oraz wspólnej, rodzinnej zabawy.


KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.