Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Zaczarowana kukułka

Dawno, dawno temu, w odległych górskich lasach. Tam gdzie każdy strumień szepcze nową opowieść, a drzewa szumią wzruszające pieśni, mieszkała zaczarowana kukułka. Nikt nie wiedział , skąd wzięła się ta nadzwyczajna cecha, która różniła ją od zwykłych ptaków. Czy to za sprawą leśnej wróżki, czy tajemniczego starca mieszkającego gdzieś w odległych Pieninach, kukułka doskonale rozumiała ludzką mowę...
Tylko starsi mieszkańcy królewskiego miasta na południu Polski pamiętają dzień, w którym pierwszy raz zobaczyli owego zadziwiającego ptaka. Na maleńkie, spokojne miasto, spadła wówczas zaraza, która w swej okrutności nie szczędziła nawet starców, kobiet i dzieci. Ludzie czuli się bezradni i oczyma pełnymi smutku, spoglądali w kierunku nieba – oczekując rychłego wybawienia. Zdawało się, że nie ma już nadziei, a każdy wędrowiec z daleka omijał Grybów. Do chwili, gdy w mieście pojawił się tajemniczy ptak. Kukułka długo krążyła nad miastem, ogarniając swym bystrym spojrzeniem całą okolicę. Stopniowo obniżając lot, dostrzegła miejsce gdzie może odpocząć. W swym ptasim życiu widziała już wiele, jednak to miasto wydawało się jej pod każdym względem wyjątkowe. Ogromny kościół, ze swą strzelistą wieżą, budził jej szacunek. To ciężka praca ludzkich rąk – pomyślała. Miejscem gdzie postanowiła odpocząć, był okazały budynek, zbudowany w kształcie litery H. Zdobiły go liczne krużganki, z których roztaczał się piękny widok na wzniesienia, dzikie lasy i rzekę zwaną Białą. Jednak mimo uroku tego miejsca, kukułce czegoś w nim brakowało...Życia...
Mimo wielu zabudowań okalających Rynek, kamieniczek dużych i tych mniejszych, bardziej ozdobnych i skromnych, ptak nie dostrzegł jak dotąd żadnej osoby. Miasto sprawiało wrażenie całkowicie opuszczonego. Kukułka poczuła przygnębienie, muszę stąd jak najprędzej uciekać ! - pomyślała. Jednak w tym momencie, jak gdyby ktoś wyczuł jej zamiary i pragnął z całych sił ją zatrzymać .Wydarzyło się coś, co w dużej mierze zaważyło na dalszych losach maleńkiego miasteczka...
Zerwał się silny wiatr i w jednej chwili otworzył okno, jednego z domów. Kukułka wówczas usłyszała melodię tak piękną, ściskającą jej drobne, czułe serce od pierwszych swych taktów...
Zerwała się i podleciała bliżej, pragnąc przekonać się, komu zawdzięcza to piękne wykonanie. Usiadła na parapecie, spoglądając do środka przez oczko w haftowanej firanie. Przy ciemnym, lśniącym instrumencie, zobaczyła drobną dziewczynkę. Jej włosy, straciły swój blask, a oczy otaczały cienie. Wzrok dziewczynki skierowany był w ścianę, nie było w nim dziecięcej radości... Gdy mała pianistka, zmierzała już wyraźnie do końca utworu, a ptak zamierzał odlecieć, wiatr ponownie okazał swą siłę i z impetem zatrzasnął okno...
Ucichły wtenczas wszystkie dźwięki, a oczy nieobecnego jak dotąd dziecka skierowały się w stronę ptaka. Na nic mi się szamotać i wyrywać, wszystko już na nic – uznała mała kukułeczka. Dziewczynka podeszła wolnym krokiem, wygładzając czarną, plisowaną sukieneczkę, po czym wyciągnęła w kierunku uwięzionej swoją, chudą, bladą rączkę. Przemówiła łagodnym, ale szorstkim głosem :
- Nie bój się mały ptaszku, jakiś ty piękny. Z pewnością mnie nie zrozumiesz, gdy powiem ci, że dawno nie widziałam u nas żadnego ptaka, a wszystkie kwiaty pousychały, dzieci nie bawią się już na swych podwórkach. Mnie pozostała już tylko muzyka, a i to nie wiadomo jak długo... - dodała gorzko.
- Ty jesteś wolna, więc leć!- dziewczynka otworzyła przy tym, okno.
Stało się jednak coś nieoczekiwanego, kukułka mimo danej jej szansy, pozostała na ręce dziecka. Wtuliła w małą dłoń, swój drobny łebek i zachęcająco dotykała jej dziobkiem.
Na szarej twarzy, pojawił się delikatny uśmiech, a turkusowe oczy zabłysły nieznacznie.
- A więc chcesz zostać tu na chwilę? Zapraszam do mojego pokoju. - rzekła.
Ptak usiadł na fortepianie, pomimo bogactwa jakie go otaczało, obrazów, które widywał w wielkich miastach Europy, dywanów perskich, świecidełek i przeróżnej maści figurek, we wnętrzu panował przejmujący smutek...
- Ptaszku wybacz, że zapytam, nie wątpię w twą mądrość, ale jeśli mnie rozumiesz kiwnij swym łebkiem- poleciła dziewczynka.
Stało się coś, co zaskoczyło ją zupełnie, kukułka z wolna ruszyła drobną główką.
- Nazwę cię Tęczynka , bo rozświetliłaś mój szary dzień – jeśli się zgadzasz kiwnij jeszcze raz. Kiwnęła.
- Mam na imię Oliwia, niegdyś moja twarz przypominała rodzicom słońce. Dziś sama widzisz – spuściła przy tym wzrok. - Wszystko układało się dobrze, dopóki na nasze miasteczko nie spadła ta okropna zaraza. Lekarze w pośpiechu opuścili miasto.
Kukułka słuchała opowieści dziewczynki z rosnącym niepokojem, powoli wszystko zaczęło układać się w jedną, smutną całość...
Słońce leniwie zaczęło zachodzić i wkrótce zmrok ogarnął całą okolicę. Ptaszek obiecał, że wróci jutro i udał się do schronienia, aby tam spędzić noc.
Nad ranem Oliwia, usłyszała delikatne stukanie w szybę. Zerwała się co sił w nogach, pociągnęła za klamkę okna i wpuściła swoją małą przyjaciółkę do środka.
Chociaż wiedziała, że powinna unikać spacerów, gorąco zapragnęła pokazać kukułce swoje miasteczko. Cichutko, na palcach ruszyła stromymi schodami w dół, a ptaszek rzecz jasna za nią. Gdy wyszły na dziedziniec, dziewczynka swoje kroki skierowała w stronę Rynku. Ze śmiechem przecisnęły się przez wąskie „ ucho igielne „. Nie był to w istocie żaden problem, dla dwóch smukłych istotek. „ Ucho igielne” - czyli cienki przesmyk między dwoma kamienicami prowadził na plac, z którego widać było niezwykły, kamienny wiadukt. Zazwyczaj sunęły po nim pociągi, wiozące swe cenne towary, ale nie tym razem...W dole rzeka zwana Białą szumiała złowrogo.
Wróciły więc, tą samą drogą. Obejrzały jeszcze raz dworek Hoschów, zbudowany na kształt litery H, przeszyły obok wysokiego kościoła i poszły prosto w ulicę Różaną.
- Tutaj od wieków, obok siebie stoi synagoga , oraz kościół. Tak jak i my dotąd, żyją w zgodzie. Oni swe święto mają w sobotę, my zaś w niedzielę. Oni – czyli Żydzi – nasi sąsiedzi – wyjaśniła Oliwka.
Kukułka patrzyła zdziwiona, chociaż jak wiemy rozumiała ludzką mowę, dla niej ludzie to byli po prostu ludzie. Nie było my i oni...
- To tu codziennie chodziłam mamusi po kiełbasę – dziewczynka wskazała na budynek po prawej stronie.
- Tylko ten Mosiek co tu mieszka, zawsze mnie zaczepia, a to ciągnie za włosy, to znów język wystawia. Jak mnie tak strasznie rozgniewa, to ja wtedy wyciągam tą kiełbasę i siup w niego ! Ucieka, aż się za nim kurzy.
Tu mamy piekarnię koszerną, a tu rzeźnię. Wyżej jest mykwa – czyli taka łaźnia, a tu mieszka mój najlepszy kolega Wilek, który gra na skrzypcach jak nikt inny...
Dzień upływał, a dziewczynka wędrowała z kukułką , pokazując jej wszystko co według niej nosiło miarę interesującego.
Błotnistą drogą, prowadzącą stromo pod górę, zawędrowały aż pod kirkut, czyli żydowski cmentarz. Minęły grób Marysieńki – taki w kształcie ściętego drzewa. Ruszyły dalej, gdzie na sporym wzniesieniu zwanym Wojciechową Górą znajdował się krzyż. Kukułka i Oliwka patrzyły jak słońce powoli, chowa się w cieniu widocznych gór – polskich Tatr.
- Pora wracać – pomyślały.
Gdy schodziły, dziewczynka cicho szepnęła :
- Kukułko, gdybyś ty nas mogła uratować od tej zarazy, nie mogę od ciebie wymagać zbyt wiele, jesteś tylko drobnym ptaszkiem...
Nagle ptak zerwał się i poleciał w kierunku jedynego w tej okolicy domu. Każdy z mieszkańców wiedział kto tam mieszka, babcia Albinka. Kobieta słusznego wieku, znająca się na ziołach. Rzadko schodziła do miasteczka, sama sobie była lekarzem, a pożywienia dostarczał jej las. Kukułka nie zdążyła jeszcze przyłożyć małego dziobka do drewnianej futryny, gdy drzwi z głośnym skrzypnięciem otwarły się . Stanęła w nich drobna staruszka owinięta chustą w kolorowe kwiaty.
- Chodź moja droga, ptaki i zwierzęta są tu zawsze mile widziane. To nie to co ci wstrętni ludzie, śmieją się, że zwariowałam, nazywają mnie czarownicą. A ja przecież nie robię nic złego, suszę zioła, robię soki. Pomagają mi one w chorobie. A oni, co ? - zapytała. - Gdzie ich cudowni lekarze ? Ze swymi czyściutkimi fiolkami, przywiezionymi z samego Lwowa. Phi. - parsknęła ironicznie kobieta.
- To pewnie twoja przyjaciółka – wskazała pomarszczoną dłonią w kierunku Oliwki.- Nie lubię ludzi, ale dla ciebie zrobię wyjątek mój ptaszku – odrzekła, po czym zaprosiła dziewczynkę do środka.
Ta zaś, czując zaufanie do starowinki, zaczęła opowiadać jej o strasznych czasach w miasteczku, o zarazie, której nikt nie był w stanie powstrzymać, o chorych dzieciach, smutku i trwodze.
Surowa jak dotąd twarz zaczęła zmieniać swój wyraz i stawała się bardziej łagodna z każdym wypowiedzianym przez dziewczynkę słowem.
Olivia opowiadała i opowiadała, gdyż lubiła mówić, wreszcie starsza pani zapytała :
- Dziewczynko,czy wszyscy z twojej rodziny mają tą zarazę ?
– Tak proszę Pani. -
- Proszę, weź te zioła ,daj je całej rodzinie. Rozpuście je w herbacie. - rzekła, po czym ściszonym głosem, wyszeptała kukułce recepturę na leczniczą miksturę.
-Dziękuje, jestem taka szczęśliwa, nie wiem jak mam się...
Kobieta przyłożyła palec do pomarszczonej twarzy. Nie chciała podziękowań, ani wdzięczności, wystarczył sam szacunek.
Dziewczynka czuła, że los się odwrócił i nie wszystko jest stracone.
Biegła, a za nią leciała kukułka. Gdy stanęła w progu domu, czekała na nią mama. Przez głowę, przebiegły jej myśli o ewentualnej karze, braku posłuszeństwa i smutku rodziców. Jednak mama miała o wiele gorsze problemy i nie zdążyła zauważyć nawet, że córki nie ma w domu.
- Staś czuje się o wiele gorzej, jeśli dziś nie dostanie lekarstwa, nie chcę nawet myśleć co będzie – wyszeptała mama, ukradkiem wycierając oczy.
Nie zauważyła , że dziewczynka nie jest sama. Była z nią kukułka.
- Mamo, jesteśmy uratowani! Mamy lekarstwo, Staś wyzdrowieje i my też, pomożemy sąsiadom i wszystkim w mieście – wykrzyczała jednym tchem, podekscytowana Oliwka.
Wyciągnęła z kieszeni sukienki, lniany woreczek, a w nim cenne zioła dla całej rodziny.
Wkrótce wszyscy – co do jednego, ci duzi i całkiem mali przekonali się, że babcia Albinka nie rzuca słów na wiatr. Cudowna tinktura, ocaliła mieszkańców miasteczka. Kukułka co roku odwiedza swoich przyjaciół. Zimą w dalekich, ciepłych krajach rozmyśla o małym, uroczym miasteczku na południu Polski. W głębi swojego drobnego, ptasiego serca po dziś dzień dziękuje królowi Kazimierzowi Wielkiemu, za to , że wśród Beskidów, lasów pełnych grzybów i dzikiej zwierzyny, założył swoje miasto -Grybów.
Autorzy pracy:
Oliwia Boruch
Anna Boruch








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.