Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Tajemnicze ślady przeszłości
Każda miejscowość ma swoją historię. Każda wieś, nawet ta bardzo malutka, skrywa w sobie jakąś tajemnicę - coś, co ją odróżnia od innych wsi, coś co warto odkryć i poznać na nowo. Tak też jest i z historią malutkiej podprzemyskiej miejscowości Skopów, w której żyją bohaterowie naszej opowieści.
Wspomniana wieś, choć liczy tylko niespełna 500 mieszkańców, jest bardzo bogata pod względem kulturowym i przyrodniczym. Położona na terenie Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego, tuż u podnóża Bieszczad, jest często odwiedzana przez turystów, zwłaszcza rowerzystów.
W tej ślicznej podkarpackiej miejscowości mieszkają dwie dziewczynki: 9 – letnia Oliwka i jej 6 – letnia kuzynka Julka oraz 3 – letni kuzyn Oliwii – Kacper. Z dzieciakami bardzo dużo czasu spędza ich dziadek Stanisław, który opowiada im często bardzo niesamowite historie.
Był piękny letni dzień i trójka naszych bohaterów spędzała wolny czas ze swoim dziadkiem.
W pewnym momencie Oliwka zapytała swojego dziadka: Dziadziu, a dlaczego nasza wieś nazywa się Skopów? Czy u nas coś ktoś skopał czy co?
Dziadek roześmiał się, a z racji tego, że pasjonował się historią Skopowa znał odpowiedź na postawione przez dziewczynkę pytanie i postanowił opowiedzieć dzieciakom co nieco o historii ich rodzinnej miejscowości. Miał też sprytny plan, jak je zachęcić do bliższego poznania ich Małej Ojczyzny. Poszedł do kuchni zrobił dla wszystkich sok malinowy i zaprosił wnuki do salonu, gdzie zaczął im snuć swoją opowieść.
- Wiesz Oliwka – mówił dziadek Stanisław – Skopów to bardzo stara miejscowość, której początki sięgają jeszcze XV wieku. Dawniej ludzie zajmowali się na tym obszarze głównie rolnictwem i pasterstwem. Słowo „Skop” dawniej oznaczało trzebionego barana, a że na tym terenie hodowano dużo owiec to taka nazwa wsi została jej nadana i jest do dziś.
Kacper trochę pomarkotniał, bo uwielbia koparki i spodobał się mu pomysł Oliwki, że Skopów to musiał być pewnie skopany i stąd jego nazwa. Natomiast zawsze ciekawska Julka zapytała: A co to znaczy trzebiony baran?
Dziadek chwilę się zastanowił, no bo jak to wytłumaczyć dzieciakom? Po chwili mówi do ciekawskich wnuków: To taki baran co nigdy nie będzie już tatusiem. Na szczęście Julce taka odpowiedź wystarczyła.
Dziadek dalej opowiadał: Wiecie dzieci, za czasów kniazia, czyli takiego dawnego sołtysa, Jana Kmity, tych baranów ponoć było u nas tak dużo, że ślady po ich racicach można na Skopowie do dziś odnaleźć ….
W tym momencie do domu weszła mama Julii i Kacpra, więc dzieci pobiegły się z nią przywitać i dziadek musiał przerwać swoją opowieść.
Wieczorem cała trójka małych urwisów bawiła się w pokoju Oliwki. Dziewczynki cały czas miały w głowie słowa dziadka, który powiedział im, że na Skopowie do dziś można odnaleźć ślady baranich racic ….
W końcu Oliwia powiedziała do współtowarzyszy zabawy: Wiecie co, musimy ich poszukać!
- No tak. Tylko wiesz, nam samym nie wolno przecież wychodzić z domu – powiedziała Julka.
- Wiem, ale jak pójdziemy z Asią to rodzice nam pozwolą. Musimy ją tylko poprosić o pomoc. - odrzekła Oliwia
Asia to kuzynka dzieci, która mieszka w ich sąsiedztwie, ale jest już dorosła, więc rodzice pozwalają dzieciom wychodzić w różne ciekawe miejsca pod jej opieką. Maluchy jak postanowiły tak zrobiły. Zapytały rodziców, czy mogą pójść na spacer po Skopowie z Asią. Następnie udały się do dziewczyny z prośbą, by ta poszła z nimi szukać śladów z przeszłości Skopowa. Kuzynka oczywiście zgodziła się i już następnego dnia grupa młodych detektywów wyruszyła na poszukiwania.
Dzieciaki pierwsze swoje kroki skierowały do pana Wilczka, miejscowego rolnika, który zajmuje się hodowlą owiec. Na miejscu zobaczyły na łące za domem całe stadko owieczek. Było ich chyba ze trzydzieści. Obok nich biegał śliczny piesek. Asia powiedziała, że jest to owczarek podhalański. Kacper trochę się go przestraszył, więc kuzynka musiała wziąć go na ręce.
Do dzieci podszedł gospodarz, właściciel owiec i zapytał: A co Wy tutaj robicie? Przyszłyście pooglądać zwierzaki?
- Dzień dobry! - zawołały głośno dzieciaki.
No.... piękne ma pan owieczki … I piesek śliczny – powiedziała nieśmiało Oliwia – My jednak szukamy czegoś innego …
- A co takiego? – zapytał pan Wilczek.
- No … śladów dawnych baranów, które kiedyś były hodowane w Skopowie przez rolników, jeszcze w średniowieczu ... – odrzekła Oliwka.
Julka dodała – No bo dziadziu nam powiedział, że ponoć takie można jeszcze znaleźć.
Hodowca owiec ze zdziwienia otworzył szeroko oczy, a później zaśmiał się: No, może gdzieś znajdziecie, ale raczej nie u mnie w gospodarstwie. Te moje rozbrykane zwierzaki dawno już zatarły wszelkie ślady z przeszłości, nawet jeśli byłyby one u nas na łące. Wiecie co, ale coś Wam podpowiem. Podejdźcie koło starej plebanii grekokatolickiej. Tam dawniej, przed wojną, hodowano dużo owiec, więc kto wie …. Może tam coś znajdziecie.
Dzieciaki wraz z Asią podziękowały gospodarzowi i wyruszyły w dalszą drogę. Przechodząc koło sklepu młodzi detektywi wstąpili na pyszne lody i po krótkim odpoczynku poszli dalej w kierunku dawnej plebanii grekokatolickiej.
W centrum wsi stoi piękny kościół rzymskokatolicki, który przed wojną służył mieszkańcom jako cerkiew grekokatolicka. Dziś w miejscowości już nie ma wyznawców tej religii, więc cerkiew przekształcono na kościół rzymskokatolicki.
Na górce, obok budynku sakralnego stoi budynek dawnej plebanii, która po wojnie służyła jako szkoła, a dziś – kiedy w wiosce placówkę oświatową zlikwidowano – stoi opustoszała. Zmęczeni mali detektywi po 15 minutach dotarli na miejsce. Usiedli na schodach dawnej szkoły i rozejrzeli się dookoła.
- Ale tu ładnie – westchnęła Julka.
- Mhm.... i samochody na drodze można oglądać – krzyknął Kacper.
Dziewczynki roześmiały się na głos. Nie od dziś wiadomo, że Kacper to wielki fan motoryzacji i uwielbia oglądać różne pojazdy gdzie się tylko da: w książkach, w telewizji, w internecie, na drodze.
Rzeczywiście miejsce to było magiczne. Wśród drzew słychać było śpiew ptaków, na łące wokół budynku obserwować można było latające motyle, a w powietrzu unosiła się woń ziół i kwiatów. Z tego miejsca widać było połowę wsi, wijącą się w wzdłuż rzeki drogę, okoliczne doliny i pagórki, a w oddali las.
Obserwację tego miejsca przerwał im czyjś głoś. Dzieciaki obejrzały się i zobaczyły starszą panią. Asia znała tę kobietę. Była to pani Julia Król – jedna z najstarszych mieszkanek Skopowa. Zdziwiona widokiem dzieci w tym nieco odludnym miejscu zagadnęła do nich: A co Wy tutaj moi drodzy robicie?
- Dzień dobry pani! - zawołała razem cała czwórka młodych wędrowców.
- Śledzimy historię …. - powiedziała tajemniczo Julka.
- Ty to wymyślasz! - odburknęła jej Oliwia.
Asia widząc, że dziewczynki zaczęły się sprzeczać sama postanowiła wyjaśnić cel wizyty w tym miejscu grupki dzieciaków. Wie pani – zaczęła mówić dziewczyna - mój wujek, a dziadek Oliwii, Julii i Kacpra opowiadał im o przeszłości naszej miejscowości i mówił, że można odnaleźć u nas ślady racic baranów, które w dawnych czasach na tych ziemiach były hodowane przez rolników.
Starsza pani uśmiechnęła się i powiedziała: Wiecie co, ja mam syna z tego samego roku co Wasz dziadek i pewnie znam trochę lepiej historię Skopowa niż on.. Owszem można odnaleźć u nas ślady zwierząt, które dawniej mieszkały na terenie Skopowa, ale to nie o owce tu chodzi, lecz o ryby. Nie znajdziecie ich ani tutaj, ani w okolicach cerkwi. Szukajcie w pobliżu wody. - odrzekła tajemniczo kobieta i odeszła.
- No tak, to nas dziadzio wpuścił w maliny! - powiedziała zdenerwowana Oliwia.
- Ale gdzie tych ryb teraz szukać?! - zastanawiała się Julka.
- Wiecie co, pójdziemy do Doliny Czterech Stawów. Przecież tam tak wiele osób jeździ, by łowić ryby. Może właściciel nam coś podpowie. - rzekła Asia.
Dzieciaki wraz ze swoją opiekunką zeszły w kierunku głównej drogi. Od centrum wsi do Doliny Czterech Stawów było ze 4 km, a Kacper był już naprawdę marudny, bo ponoć bardzo bolały go nogi. Wtedy jak za dotknięciem różdżki pojawił się tato Oliwii i zawołał: Podwieźć Was?
- Ooo... jak dobrze, że jesteś! - zawołały dzieciaki wszystkie razem.
- Podrzucisz nas do Doliny Czterech Stawów? – zapytała Oliwka.
Kacprowi aż buzia się rozpromieniła na myśl, że pojedzie z wujkiem samochodem. Trzeba dodać, że chłopiec ten bardzo lubił auta, ale wujka Bogusia to wręcz uwielbiał, bo z tego wujaszka to dopiero był fascynat motoryzacji. Tata Oliwii spędzał wiele godzin wraz z Kacperkiem przeglądając z nim magazyny motoryzacyjne lub też oglądając programy telewizyjne o autach, a i bardzo często bywało tak, że zasiadał w pokoju na dywanie i jeździł zabawkowymi samochodzikami jak mały chłopiec. Panowie, pomimo różnicy wieku, mieli więc ze sobą wiele wspólnego.
- Z przyjemnością Was podwiozę. – odrzekł tata. Wyciągnął foteliki z bagażnika, pozapinał wszystkim pasy bezpieczeństwa i cała gromadka wyruszyła w podróż. Kacperek przytulił się do Oliwki, a Julka usiadła obok Asi. Dużo łatwiej było podróżować autem. Po chwili wjechali przed piękny drewniany ośrodek. Przed wjazdem przywitała ich piękna brama z powitalnym napisem „Dolina Czterech Stawów”.
Przy stoliku przed wejściem do budynku siedział starszy pan, jak się po chwili okazało był to właściciel tego pięknego turystycznego kompleksu.
- A witam miłych młodych podróżników – zagadnął wesoło – Co Was sprowadza w nasze progi?
- Wie pan, jesteśmy poszukiwaczami przygód ... – znów zaczęła Julka.
Oliwka szturchnęła ją w bok – Oj, przestań. Ty tak mówisz, że nigdy nie wiadomo o co chodzi. Nasz dziadek mówił, że na Skopowie można znaleźć ślady średniowiecznych baranów, od których nazwę wzięła nasza miejscowość. Jednak jak zaczęliśmy szukać to okazało się, że możemy znaleźć odciski ryb, a nie owiec. Pomyślałyśmy, że może pan jako właściciel tak pięknego ośrodka, w którym na co dzień odławia się ryby coś nam podpowie, gdzie mamy szukać tych śladów.
- A pewnie, że Wam pomogę! - odrzekł miły pan - Co prawda u mnie w ośrodku tych odcisków nie znajdziecie, ale powiem Wam gdzie są i jak tam dotrzeć. Najlepiej to dojechać tam rowerami. Przepiękna malownicza trasa, a i droga dobra. Wiecie ostatnio ją wyremontowali, bo przez naszą miejscowość przebiega Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. Nasza Dolina Czterech Stawów uzyskała nawet certyfikat Miejsca Przyjaznego Rowerzystom. Te rybne odciski znajdziecie właśnie niedaleko tej trasy, naprzeciwko domu państwa Bugiel, na wzniesieniu w lasku obok potoku.
- Faktycznie, widziałam oznakowania przy drodze, takie kółka i pisało na nich tak jak pan mówi Green Velo – powiedziała Oliwka.
- Przecież my nie mamy rowerów, to jak tam dojedziemy ... – zastanawiała się Julka.
- A jak nazywa się to miejsce? – zapytała Asia
- Jest to tzw. skałka z rybami, czyli duża bryła pakietów rogowców menilitowych przepełniona szkieletami ryb głębokowodnych – odrzekł tata Oliwii.
- Dziwna nazwa ... – zamruczała Julka
- Ja Was podwiozę kawałek samochodem do tego miejsca, a dalszą część przez łąkę przejdziemy pieszo do tego miejsca, dobrze dzieci? - zapytał tata Oliwki
- Super! - zawołała cała czwórka młodych podróżników i szybciutko wpakowali się do auta. Jeszcze przez okno z samochodu pożegnali się z właścicielem Ośrodka Dolina Czterech Stawów i ruszyli w kierunki „skałki z rybami”.
Jadąc samochodem minęli gospodarstwo pana Wilczka, starą plebanię i obecny kościół, czyli dawną cerkiew. Po drodze przejechali też obok kilku przydrożnych krzyży i kapliczek, bo jest ich także sporo w tej malutkiej miejscowości. Wjechali do przysiółka wioski zwanego Podlasem i za chwileczkę byli obok domu państwa Bugiel. Cała piątka wysiadła z auta i polną drogą poszła w kierunku, który wskazał im ostatni rozmówca. W końcu dotarli na wskazane miejsce. Przed nimi płynął potok, a po jego obu stronach na wzniesieniu rosło mnóstwo drzew: akacje, dziki bez, leszczyny oraz niska roślinność: przepiękne paprocie, kwiaty i zioła.
- To tutaj moi drodzy, na tym wzniesieniu, musimy szukać odcisków tych ryb, o których mówił nam właściciel Doliny Czterech Stawów. - powiedział tata Oliwii.
Nasi młodzi detektywi podzielili się na dwie grupy. Julka oraz Oliwka rozpoczęły poszukiwania szkieletów wraz z Asią, natomiast Kacperek poszedł szukać rybich odcisków razem z wujkiem Bogusiem. Po dłuższej chwili Julka zaczęła głośno krzyczeć – Patrzcie co znalazłam!
Wszyscy podbiegli do dziewczynki. Rzeczywiście wśród traw na skale widoczny był odcisk ryby. Kacper nawet wpadł na pomysł, że może by ten odcisk wykopał, ale dorośli uczestnicy poszukiwań: Asia i tata Oliwii powiedzieli, że jest to zabronione. Tak więc z planów chłopca o użyciu koparki przy wykopywaniu rybich szkieletów nic nie wyszło. W zamian za to wujek Boguś wziął go za rączkę i zrobił mu telefonem zdjęcie przy znalezionym odkryciu. Później cała grupa pozowała do wspólnej fotografii, by uwiecznić to ekscytujące wydarzenie. Wszyscy byli bardzo podekscytowani znaleziskiem.
Jednak czas już był wracać do domu. Słońce chyliło się ku zachodowi, a i dzieciaki były już zmęczone i głodne. Cała grupa odkrywców udała się w drogę powrotną do auta. Po chwili wszyscy siedzieli już wygodnie w samochodzie i tato ruszył w kierunku domu.
Po powrocie do domu uradowane dzieci wbiegły do salonu, gdzie przed telewizorem siedział już dziadek Stanisław. Kacper od razu wskoczył mu na kolana, a dziewczynki usiadły obok na kanapie. Cała trójka z wszystkimi detalami opowiedziała seniorowi rodu o swojej niecodziennej przygodzie.
- Dziadziu, a taka starsza pani koło plebanii to nam mówiła, że ma syna co ma tyle lat co ty. Mówiła nam też, że są to odciski ryb, a nie barana ….i my je znaleźliśmy ... - zawołała radośnie Julka.
A to pewnie pani Król była? Tak, tak.... Z jej synem siedziałem w jednej ławce, właśnie w tej plebanii - jak funkcjonowała tam jeszcze szkoła. Oj, ile to już lat minęło …. A co do tych odcisków …. specjalnie Was wprowadziłem w błąd. Zobaczcie, ile dzięki temu ciekawych miejsc odkryliście w naszej miejscowości … Gdybym Was prosto skierował do skałki z rybami nie podziwialibyście panoramy wsi obok plebanii, nie odwiedzilibyście Doliny Czterech Stawów.... - odrzekł spokojnie dziadek Stanisław.
- No tak, racja – po namyśle odpowiedziała Oliwia.
- Cóż moi drodzy, sami widzicie w jakim pięknym zakątku Polski mieszkacie. Wcale nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec kraju, aby przeżyć niesamowitą przygodę! - zakończył rozmowę starszy pan.
Zmęczone dzieciaki zjadły kolację, wykąpały się i grzecznie powędrowały do swoich łóżek. Historia opowiedziana przez dziadka oraz przeżyta przygoda pozwoliły im na nowo odkryć swoją rodzinną miejscowość. „Cudze chwalicie swego nie znacie …” mówi stare polskie porzekadło. Ileż prawdy jest w tych słowach – każda miejscowość, mała czy duża ma swoją historię, ma swoje tajemnice i związane z nimi legendy i podania. Przekonała się o tym żądna przygód trójka dzieciaków, mieszkańców Skopowa.
A Ty, drogi Czytelniku, jeśli kiedyś zagościsz na Podkarpacie koniecznie zajrzyj do malutkiej wioski Skopów, spokojnej i cichej, pięknej i tajemniczej zarazem. Wstąp do miejscowości, gdzie można na chwile odetchnąć od miejskiego zgiełku i gdzie z okna salonu można podziwiać dzikie zwierzęta: sarny, jelenie, a nawet dziki czy też lisy, a wieczorem można nasłuchiwać rechotu żab z pobliskich stawów. Odwiedź naszą malutką Ojczyznę, którą przyjeżdżający tu turyści nazywają polską Szwajcarią! A więc do zobaczenia - nie na kartach książki, ani nie w wirtualnym świecie - do spotkania w realnym życiu w Skopowie, gdzie zdaje się, że czas stanął w miejscu.
Autorzy pracy:
Oliwia Wiśniowska (9 lat)
Julia Martyn (6 lat)
Kacper Martyn (3 lata)
Agata Wiśniowska (36 lat)
Bogusław Wiśniowski (36 lat)
Stanisław Wiśniowski (60 lat)








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.