Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Tajemnicza chata

Dawno, dawno temu... chociaż nie aż tak dawno, bo około rok temu, jak co weekend, który zawsze spędzałyśmy w Zawadzie, wybrałyśmy się do pobliskiego lasu na małą wycieczkę. Słońce świeciło nad naszymi głowami.
Choć była już zima, śnieg jeszcze się nie pojawił a w oddali słychać było śpiew ptaków. Wiatr lekko rozwiewał nam włosy a my szłyśmy leśną dróżką szukając nowego drzewa do wspinaczki.
Nagle, równocześnie przeraźliwie krzyknęłyśmy, zobaczywszy zbliżającego się ku nam młodego dzika. Szybko ,bez zastanowienia zaczęłyśmy biec, nie patrząc, w którą stronę poniosą nas nogi. Po dwóch minutach gorączkowej ucieczki, zatrzymałyśmy się, by sprawdzić czy zwierzę nadal nas goni. Odsapnęłyśmy z ulgą widząc, że jesteśmy już bezpieczne. Chcąc zbadać nieznany teren ,zrobiłyśmy krok do przodu, poślizgnęłyśmy się i zjechałyśmy na dół po skarpie, wpadając do wielkiej dziury. Próbowałyśmy się wydostać na powierzchnię, ale ściana była za śliska. Rozejrzałyśmy się wokół i zgodnie łapiąc się za ręce poszłyśmy ku nieznanemu.
Z czasem tunel stawał się coraz niższy, więc musiałyśmy się czołgać. Po chwili naszym oczom ukazała się jasna plama, która okazała się wyjściem. Zadowolone i bardzo ciekawe, co znajdziemy po drugiej stronie, rzuciłyśmy się przed siebie. Ku naszemu zdziwieniu wszystko wyglądało podobnie, był to zwykły las. Popatrzyłyśmy na siebie ze zrezygnowaniem. Rozglądałyśmy się długo i wreszcie w oddali dostrzegłyśmy jakąś starą chatę. Ruszyłyśmy przed siebie, by ją oglądnąć z bliska. Z każdym krokiem było nam coraz cieplej, a trawa pod naszymi stopami była zielona, na drzewach zaczęły pojawiać się liście a na łące obok kwitnęły fioletowe kwiaty. Nie mogłyśmy zrozumieć, co właściwie się dzieje. Mimo małego zaniepokojenia byłyśmy podekscytowane.
Chata była bardzo zaniedbana. Drewniane deski wyglądały na bardzo, bardzo stare. Okna były tak brudne, że nie można było dostrzec niczego wewnątrz, patrząc przez szybę. Nad dużymi drewnianymi drzwiami widniała tabliczka z napisem „Kieruj się życiem”. Z jeszcze większym zaciekawieniem weszłyśmy do środka. Naszym oczom ukazała się drewniana podłoga i mnóstwo starych obrazów na ścianach. Nie było tam żadnych mebli, nawet krzesła. Ale za to na ścianie była przymocowana wajcha. Pociągnęłyśmy ją i nagle rozstąpił się stary sufit, a z góry spadła zakurzona księga. Na naszych twarzach malowało się zaciekawienie. Wytarłyśmy książkę bluzą i otworzyłyśmy ją. Na pierwszej stronie widniał napis:
„ 1 dzień – 6 lipiec 1909 rok
W tym dzienniku, jako podróżnik i znawca ukochanej mi przyrody, będę zapisywał wszystko, co widzę, słyszę i czuję... a także wszystko, co wiem na jej temat. To jej chcę oddać moją część życia”

Zrozumiałyśmy w jednej chwili, że nie znajdujemy się w zwykłej chacie, ale w pracowni przyrodniczej i dostrzegłyśmy także, że na ścianach nie wiszą obrazy, ale dobrze zachowane, przeszklone okazy wymarłych gatunków roślin. To była chata przyrodnika.
To było niesamowite odkrycie. Niestety za oknem znacznie się ściemniało. Wzięłyśmy pośpiesznie księgę i wyszłyśmy, chcąc wrócić do domu. Poszłyśmy tą samą drogą i wróciłyśmy do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Na zewnątrz było już ciemno, a mama bardzo się martwiła. Gdy pojawiłyśmy się w domu, była zarówno szczęśliwa jak i zła. Nikomu nie powiedziałyśmy o naszej przygodzie, do czasu, gdy zostałyśmy same z naszą prababcią, którą nazywałyśmy naszą babcią.
Znalazłyście – usłyszałyśmy jej głos.
Ale co, babciu? - przestraszyłyśmy się podejrzeń.
Chatkę, te chatkę pradziadka – uśmiechnęła się i popatrzyła na nas troskliwie.
Jak to? Chatka należała do pradziadka?
Tak, ta księga schowana pod waszym łóżkiem też – roześmiała się – szukałam dzisiaj okularów – wyjaśniła.
Był wspaniałym przyrodnikiem. Znalazł bardzo rzadkie okazy roślinności. Razem stworzyliśmy to miejsce pewni, że nikt go nie znajdzie.
Babciu, a może mogłybyśmy odnowić tę chatkę i kontynuować dzieło pradziadka?
Miałam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie. Chciałabym, abyście to przejęły i uzupełniały dzienniki. Możecie też jakoś umeblować to miejsce. Zawsze z waszym pradziadkiem spierałam się o brak krzeseł.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, a następnie upiekłyśmy nasze ulubione ciasto marchewkowe z przepisu babci, omawiając plany remontowe w tajemniczej chacie. Gdy nasze brzuchy były już pełne, usiadłyśmy na kanapie i każda z nas przedstawiła swoją wizję wystroju wnętrza. Długo dyskutowałyśmy i w końcu doszłyśmy do porozumienia. Połączyłyśmy wszystkie pomysły w jeden projekt.
Ściany będą zapełniane nowymi okazami roślin, a stare zaszklone będą odnowione, na suficie zawiśnie lampa, na środku znajdzie się wielki dywan, a co najważniejsze pod ścianą staną regały do przechowywania potrzebnych rzeczy oraz dzienników i duże biurko do pracy wraz z krzesłami. Na drugi dzień wzięłyśmy się do realizacji naszych planów z drobną pomocą taty.
Minęły trzy miesiące i był już marzec. Szłyśmy tą samą ścieżką co zawsze, ale pod koniec skręcałyśmy już w lewo, by udać się do naszego nowego miejsca. Przychodziłyśmy tam co drugi dzień. Sporządzałyśmy różne notatki. Dzięki temu zajęciu poznawałyśmy nie tylko wspaniałą florę, ale także naszą okolicę pod względem różnych historii i zabytków. Znalazłyśmy wiele malutkich kapliczek i pomników przy lasach. Natknęłyśmy się nawet na ogromne spalone drzewo. Potem mama opowiadała nam o historii z nim związanej, o pożarze, burzy i uciekinierach podczas wojny. Dzięki ostatnim wydarzeniom stałyśmy się nie tylko przyrodniczkami, ale także wielkimi miłośnikami kultury i historii naszej małej ojczyzny, w której mieszkamy.
Autorzy pracy:
Weronika i Anita Motyka
Ilustracje: Anita MotykaGabrysia Kasperczak i mama








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.