Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Sześciolatki świat
Zuzia ma już sześć lat. Urodziła się w ciepły, sierpniowy wieczór. Na głowie nie miała zbyt wielu włosów, właściwie tylko taki mięciutki, delikatny meszek. Miała za to duże, wyłupiaste oczy, którymi od samego początku z wielkim zainteresowaniem obserwowała otaczający świat. Po powrocie ze szpitala zamieszkała wraz z rodzicami i bratem w Mirosławcu. Miasteczko, choć niewielkie, było przyjazne i nie można było się w nim nudzić. Mama zabierała Zuzię na plac zabaw pełen kolorowych huśtawek i zjeżdżalni. Chodziły także na boisko, gdzie jej brat grał w piłkę nożną ze swoimi rówieśnikami. Dziewczynka, odkąd zaczęła mówić, twierdziła, że i ona będzie uprawiać ten rodzaj sportu.
W weekendy rodzice zabierali dzieci do pobliskiej Zagrody Żubrów, by karmić te majestatyczne i potężne zwierzęta. Latem cała rodzina wybierała się na wycieczki rowerowe do lasu, by zbierać grzyby i przepyszne jagody lub jeździła nad jezioro, by ochłodzić się po upalnym dniu.
Dla swojej mamy sześciolatka była oczywiście najpiękniejszym dzieckiem. Jej spełnionym marzeniem.
Rosła szybko.
– Jak na drożdżach – żartował tata.
– Codziennie uczy się czegoś nowego. Tak szybko się rozwija – nie kryła dumy z córki mama.
– Jest wspaniała – dodawał jeszcze tata, delikatnie całując ją w czoło.
– I taka ciekawa świata!
Zuzia faktycznie bardzo szybko uczyła się nowych rzeczy. Nie bała się obcych i nie była nieśmiała. Wszystkich ludzi grzecznie i głośno pozdrawiała, a i oni odpowiadali jej z prawdziwą radością:
– Dzień dobry, Zuziu!
Nie miała problemów w nawiązywaniu nowych znajomości.
–Jestem Zuzia – zaczynała rozmowę. – Mam sześć lat. A ty jak masz na imię?
Większość dzieci była onieśmielona, ale część z nich odpowiadała bez skrępowania. Niektóre uciekały albo zamykały się w sobie. Stały w jednym miejscu, jakby bały się poruszyć. Spuszczały głowy w dół i zawzięcie milczały. Być może się wstydziły, a może nie wiedziały, jak odpowiedzieć? Może mówiły niewyraźnie?
Zuzia nigdy nie śmiała się z innych. Wiedziała, że mowę niektórych dzieci trudno zrozumieć. Miała kilka takich koleżanek w przedszkolu. I sama nie zawsze mówiła wyraźnie.
– Powtórzysz? – pytała czasem, gdy czegoś nie zrozumiała. Nie drwiła z innych dzieci i nie wytykała ich palcami.
– Nie wszyscy ludzie są jednakowi – często powtarzał dziadek Stanisław. –Jedni są wyżsi, inni niżsi. Jedni grubsi, inni chudsi. Mogą mieć włosy czarne albo brązowe.
– I jeszcze rude, jak mama i ja! – dodawała Zuzia.
– To prawda.
– Albo białe jak Asia!
– Asia ma żółte włosy, a właściwie blond – poprawiał ją dziadek. – Białe to mam ja.
– Dziadku, twoje są siwe.
– W każdym razie nie to jest najważniejsze, jak wyglądamy, ale to, jacy jesteśmy tutaj – Dziadek wskazywał prawą stronę na piersi wnuczki.
– Tu jest serce, tak, dziadku?
– Tak. Masz doskonałą pamięć.
Zuzia uwielbiała malować farbkami. Maczała pędzelek w wodzie, po czym zanurzała go w czerwonej lub zielonej mazi. Czasami mama pozwalała jej malować palcami. To była wspaniała zabawa, choć wtedy farba dziwnym trafem pojawiała się we włosach Zuzi i na jej różowej bluzeczce, jak też na nosie. Dziewczynce to nie przeszkadzało, ale mama kazała kończyć zabawę.
– Idziemy się kąpać – zwykła mawiać w takich sytuacjach. – Po kąpieli zjesz kanapkę i wypijesz herbatkę.
– I umyję ząbki.
– Tak. A później poczytamy przed snem.
– Mamo, przeczytasz mi jeszcze raz ten wierszyk o spacerku?
– Dobrze, a jutro po południu weźmiemy lalę na dwór.
– W wózeczku? – dopytywała sześciolatka.
– Tak.
– Hurrra!

Spacerek.
Na spacerek wezmę lalę,
By poczuła się wspaniale.
Założę jej płaszczyk różowy
I opaskę na głowę
W tym samym kolorze.
Uczesze jej włoski lśniące,
Są takie śliczne, błyszczące.
Wózeczek jej naszykuję
I poduszeczkę, i kołderkę,
Nową grzechotkę podaruję
I jasnoróżową sukienkę.
Misia posadzę obok niej,
By samotna nie czuła się
I jej koleżankę,
Szmacianą lalkę.
Albo nawet dwie,
Jej przyjaciółki najlepsze.
Założę buty moje ulubione,
W takim kolorze jak sweterek, czerwone,
I czapeczkę, którą mi babcia wydziergała,
Choć jest już na mnie troszeczkę za mała.
Na spacer jesteśmy gotowi już wszyscy,
I ja, i lale, i miś mi najbliższy,
Lecz szybko mój zapał studzi mama,
Już jest za późno, Zuziu kochana,
Teraz jest pora położyć się spać,
jutro na spacer będzie czas.
– To nic – pocieszam moje lale.
– Z Wami i w domu bawię się wspaniale.
Nic straconego, jutro też jest dzień.
Dobranoc – mówię i uśmiecham się.

Zuzia miewała całe mnóstwo różnych przygód. Czasami była wesoła, innym razem zasmucona, ale jak na swój młody wiek bardzo rezolutna. Ciekawa świata i ludzi, uwielbiała się bawić i poznawać nowe miejsca. Chodziła do przedszkola o nazwie Słoneczko, w którym było radośnie i w którym spotkała wielu kolegów i koleżanek. Wraz z nimi uczyła się, kolorowała, śpiewała, tańczyła i cudownie spędzała czas. Chorowała rzadko, ale i wtedy się nie nudziła. Mama troskliwie się nią zajmowała. Zuzia leżała w swoim drewnianym łóżeczku w różowej piżamce w misie i piła ciepłą herbatkę z sokiem malinowym albo równie ciepłe mleczko z miodem. Gardło szybko przestawało ją boleć, a gorączka spadała. Kaszel nie budził jej już w nocy, a katar nie przeszkadzał w oddychaniu.
– Mamo, lepiej się czuję – mówiła wtedy Zuzia, a mama uśmiechała się od ucha do ucha, ciesząc się razem z córeczką i tuląc ją mocno.
– To cudownie, skarbie.
– A przeczytasz mi jeszcze raz wierszyk o spacerku?
– Przeczytam, ale ty chyba znasz go już na pamięć?
– Prawie, ale i tak go uwielbiam.
– Wiesz co, może już czas wymyślić nowy wierszyk?
– Nie. Ten jest w sam raz – szybko protestuje dziewczynka.
– Dobrze, Zuziu. Na razie zostaniemy przy tym, ale jak ułożę coś nowego, to chętnie czy przeczytam. Zgadzasz się?
– Spacerek jest bardzo dobry. Nie chcę innego wierszyka.
– A pamiętasz swoją pierwszą lalę?
– Tak. Zuzię.
– A drugą, Olę?
– Pamiętam.
– I Anię?
– Tak.
– A pamiętasz, jak dostałaś Olę i Anię i mówiłaś, że ich nie chcesz?
– Pamiętam. Powiedziałaś wtedy, że one kiedyś staną się moimi ulubionymi lalkami.
– A którą z nich bawisz się najczęściej?
– Wszystkimi. To przyjaciółki. Byłoby im smutno, gdybym bawiła się tylko jedną.
– Właśnie! Tak samo jest z koleżankami z przedszkola, z książeczkami.
– I z wierszykami?
– Tak, i z wierszykami. Nowe rzeczy wcale nie muszą być gorsze od tych, które znasz i cenisz. Trzeba dać im szansę.
– O czym będzie ten nowy wierszyk? –zainteresowała się Zuzia.
– Jeszcze nie wiem. Może o układaniu puzzli albo o przedszkolu?
– Albo o zwierzątkach? Albo o wakacjach?
– To co, przeczytam ci go, jak tylko powstanie.
– Oczywiście! Mamo, a może on będzie po prostu o mnie?

Sześciolatki świat
Mam na imię Zuzia
I mam włosy rude.
Mam też wujka Frania
I ciocię Gertrudę.
Mamę Małgorzatę,
Dziadka Stanisława,
Radosnego tatę
Radka Radosława.
Mam prawie sześć lat
I jestem nad wyraz wesoła,
Chcę poznawać świat
I wszystko dookoła.
Wciąż mówię dorosłym:
– Przykład ze mnie bierzcie,
Uczcie się radości
I życiem się cieszcie!

– Mamo?
– Tak?
– A spiszesz wierszyk o Mirosławcu i o nas, który sama wymyśliłam?
– Spiszę. Wezmę tylko jakąś kartkę i długopis.
– To pisz! >W Mirosławcu jest tak:
Mieszka mama, tata, siostra i brat.
I kotek. Teraz jedzą obiad.
Po obiedzie pójdą na spacer.
Po spacerze przygotują się na basen.
Po basenie nakarmią kotka,
Później zjedzą kolację,
Umyją zęby i pójdą spać.
W Mirosławcu jest właśnie tak!
Autorzy pracy:
Autor: Anna Grzyb
Wiersz o Mirosławcu: Zuzanna Grzyb
Ilustracje: Zuzanna Grzyb, Kamil Grzyb








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.