Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Smocze jajo
Tego dnia rzeka, opasającą błękitną szarfą wapienne wzgórze, niosła wesołe odgłosy dzieci, które z radością biegały po złocistej plaży. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Słońce zawisło w najwyższym punkcie nieboskłonu i wysyłało najgorętsze swoje promienie w kierunku ziemi.
Zwierzęta chroniąc się przed upałem czekały w nadrzecznych zakamarkach aż nadejdzie chłodniejszy wieczór. Z ukrycia obserwowały jak chłopcy i dziewczynki na zmianę wskakiwały na swoją niezwyczajną huśtawkę. Jak tylko wznosiły się wysoko w górę słychać było okrzyki radości.
- Teraz ja – krzyknęła złotowłosa dziewczynka.
- Wyszka, wskoczysz jak tylko ogon się zatrzyma – krzyknął Radko.
- Siemko pogłaskał stwora pokrytego zielonymi łuskami po brzuchu i po jego ogonie przypominającym kotwicę statku. Ogon zrobił jeszcze jedno okrążenie i zatrzymał się. Bolemira i Radko zeszli bezpiecznie na ciepły piasek. Stwór schrupał papierówkę, którą w nagrodę podał mu Siemko.
- Wsiadamy! Radko daj znak jaszczurowi.
- Bolemirko odsuń się od ogona. - powiedział stanowczo Radko i pogłaskał smoka po brzuchu.
Zielone zwierze przypominające wielką salamandrę, pokrytą błyszczącymi łuskami, zaczęło kręcić w kółko ogonem. Siemko i Wyszka unosili się w górę a potem łagodnie opadali w dół jakby siedzieli na wiatraku, który przypływał na łodzi pod wzgórze latem mielić ziarno na mąkę.
Dzieci uwielbiały odwiedzać smoka, który czuł się nieco samotny mieszkając w skalnej grocie nad Wisłą. Jaskinię wydrążyła woda wiele tysięcy lat temu. Była dla niego idealnym schronieniem. Przestronna, chłodna latem i bezpieczna zimą, gdy smok zapadł w zimowy sen.
Stwór pokryty był trójkątnymi przeźroczystymi łuskami, które w zależności od jego nastroju zmieniały barwę. Gdy był radosny i spokojny przybierały kolor zielony, gdy czegoś się przestraszył robił się czarny. Łuski zmieniały kolor na czerwony, gdy był zdenerwowany albo musiał się bronić. W tedy najtrudniej było mu zapanować nad ogniem, który rozpalał jego trzewia i z znienacka wydobywał się z paszczy. Czasem był kolorowy, np. miał niebieski brzuch i pomarańczowy ogon, albo zielone nogi i filetową głowę, to znaczyło że smoka opanowywało kilka uczuć jednocześnie, na przykład radość i troska, albo smutek i głód. Choć jego wygląd mógł niejednego człowieka przestraszyć, to wobec dzieci zachowywał się bardzo rozważnie i delikatnie. Gdy tylko przychodziły chował pazury i wypijał dużo wody, by nie zionąć ogniem.
Dzieci odwiedzały smoka jak tylko nie musiały pomagać rodzicom w pracy. Mieszkańcy osady na wzgórzu znali i szanowali smoka. Raz w miesiącu w przynosili mu owcę o najbardziej miękkim i jasnym runie. To wydarzenie było bardzo uroczyste i odbywało się w wieczór poprzedzający pełnię księżyca. Wtedy to wszyscy mieszkańcy osady, ubrani w odświętne stroje zbierali się w orszak i śpiewając radosne piosenki szli odwiedzić smoka. Na miejscu najstarszy mieszkaniec grodu przywiązywał owcę do drzewa. Smok wychodził z pieczary i prezentował jak zieje ogniem. W ten sposób podtrzymywano przymierze smoka i mieszkańców wioski. Zawarte wiele lat temu, gdy to zbrojne wrogie plemiona zaatakowały gród na wzgórzu wawelskim, a smok wystraszył napastników ziejąc ogniem. Od tego czasu żaden wróg nie ośmieliło się zaatakować grodu, a jego mieszkańcy cieszyli się spokojem i dbali o smoka.
W nocy przy pełni księżyca, smok przecinał pazurem sznur, którym przywiązana była owca. Potem prowadził ją w kierunku kamienia nad wodą i tam ostrzył największy pazur. Następnie cichutko mruczał i gładził czule owcę po grzebiecie, by ją uspokoić. Po chwili wsuwał swój pazur i rozpoczynał golenie owcy, które trwało całą noc. Rano prowadził owieczkę na łąkę i jadł z nią śniadanie. Najedzoną do syta owcę wypuszczał na wolność. Następnie zbierał runo i zanosił je do jaskini.
Nikt z wioski nie wiedział z jakiego powodu smok potrzebował runo owiec. Jedni myśleli, że smok goli owce dla przyjemności, inni że zimą siada do kołowrotka i przedzie wełnę, a potem robi na drutach swetry i grube skarpety na zimę. Przecież w pieczarze musi być zimno. Nawet dzieci, które przychodziły się huśtać na smoczym ogonie, nie znały tej tajemnicy. Do dnia, kiedy pewnego ranka mieszkańców grodu zbudził wielki wybuch, który zatrząsł chatami i dobiegł od strony pieczary u podnóża wzgórza. Mieszkańcy nigdy wcześniej nie słyszeli takiego huku. Świadkowie tego wydarzenia opowiadali potem swoim dzieciom i wnukom, że z pewnością wartki nurt Wisły poniósł huk daleko, daleko, być może nawet do morza.
Zbudzeni hukiem ludzie co tchu pobiegli do jaskini smoka, by sprawdzić czy ich przyjaciel i obrońca żyje. Z niepokojem patrzyli jak płonęły łąka u podnóża wzgórza, drzewo rosnące tuż przy jaskini i zarośla nad rzeką. Gęsty czarny dym zasnuł plażę w pobliżu jaskini. Nikt z zebranych nie odważył się zbliżyć do miejsca pożaru.
Wyszka, Bolemira, Radko i Siemko, obserwowali dopalające się zgliszcza z oddali. Jak tylko dym przestał unosić się nad pogorzeliskiem dzieci poszły sprawdzić co się stało ze smokiem. Dziewczynki stojąc naprzeciwko miejsca, które jeszcze kilka dni temu rozbrzmiewało ich gromkim śmiechem i przyjaznymi pomrukami smoka, nie dowierzały swoim oczom. Radko i Siemko z niepokojem rozglądali się dookoła, wypatrując śladów obecności smoczego przyjaciela. Siemko podszedł do wapiennej skały, stąpając ostrożnie, by nie poparzyć stóp żarzącymi się kawałkami drzewa.
- Spójrzcie! Pieczara jest zawalona – krzyknął.
- Może smok jest w środku i nie może wyjść – stwierdziła Bolemirka, która zbliżyła się do pieczary.
Po chwili obok niej stanęli Wyszka i Radko, który już zdążył obejść zgliszcza.
- To bardzo możliwe. Nie znalazłem żadnego śladu, który wskazywałby że smok był w pobliżu jaskini w czasie wybuchu.
- Może poszedł na spacer albo popływać w rzece, a gdy jaskinia się zwaliła odpłynął w poszukiwaniu nowej, bo w tej już nie da się mieszkać – wyjaśniła Bolemira
- Ale tak bez pożegnania! – wykrztusiła przez łzy Wyszka.
- Chodźmy stąd.
- Nie, zobaczcie, tu jest szczelina, wejdę i sprawdzę czy smok jest w środku, może potrzebować pomocy jeśli był w jaskini w czasie wybuchu.
- Braciszku nie wchodź tam – krzyknęła Wyszka – a jak ci się coś stanie?
- Radko nie usłyszał siostry, bo był już w środku pieczary. Mrok rozpraszały wąskie snopy światła przeciskające się w głąb jaskini przez szczeliny między zwalonymi kamieniami. Chłopiec pierwszy raz był w domu smoka. Rozglądał się uważnie i z nie dowierzaniem przecierał oczy, kiedy ujrzał gniazdo, wyściełane owczym runem, w którym leżało wielkie pomarańczowe jajo. Radko zdał sobie sprawę, że właśnie odkrył smoczą tajemnicę. Smok okazał się smoczycą, a runo owiec potrzebne mu było do wyściełania gniazda. Chciał podejść do znaleziska, ale po chwili wahania odwrócił się i wyszedł z jaskini.
- Nie uwierzycie, co znalazłem w środku – powiedział podekscytowany.
- Smocze jajo – zażartowała sobie Bolemirka.
- Żebyś wiedziała, że smocze jajo. Jest wielkie, prawie tak duże jak owca i leży w gnieździe wysłanym owczym runem.
- Widziałeś smoka? – zapytała Wyszka.
- To nie smok tylko smoczyca i w środku jej nie ma - westchnął ze smutkiem Radko. Do rozmowy wtrącił się Siemko
- Wczoraj słyszałem, jak kupiec ze wschodu opowiadałam dziadkowi, że po drodze do naszego grodu widział wiele spalonych wiosek. Mówił, że to może być robota wrogich plemion. Podobno mają nową broń: latające ogniste kule, które wybuchają z hukiem i palą wszystko co znajduje się w pobliżu ich upadku. Rozejrzyjcie się dookoła, wszystko jest spalone.
- Jeśli to prawda to naszej wiosce, zagraża wielkie niebezpieczeństwo. Nie ma już smoka, kto nas obroni? – stwierdziła Bolemirka.
- Co zrobimy z jajem? – zaniepokoiła się Wyszka.
- Ściemnia się, tu nie jest bezpiecznie. Jutro o tym porozmawiamy, nikomu ani słowa, teraz chodźmy do grodu. Rodzice będą się niepokoić – zarządził Radko.
Dzieci nie oglądając się za siebie pobiegły w kierunku wioski. Żadne z nich tej nocy nie mogło spokojnie zasnąć.
Następnego dnia padał deszcz i dzieci poszły do pieczary dopiero popołudniu. Chłopcy weszli do jaskini, by sprawdzić co dzieję się z jajem. W tym czasie dziewczyny obserwowały ścieżkę wzdłuż rzeki. Radek uważnie obejrzał strop jaskini i jej podłoże, które po deszczu zamieniło się w wielką brunatną kałużę. Na szczęście gniazdo usytuowane było nieco wyżej na wielkim płaskim kamieniu. Siemek przyjrzał się jaju i sprawdził czy nie ma pęknięć.
- Jajo nie może tu zostać. Musimy jak najszybciej je przenieść w bezpieczne i suche miejsce – zauważył Radko – schowajmy je w kamieniołomie za lasem, po drugiej stronie rzeki. Co Ty na to?
- To świetne miejsce, nikt tam nie chodzi, bo podobno tam straszy. Ale jak my je przeniesiemy na drugi brzeg Wisły? – zapytał Siemko.
- Coś wymyślę – odpowiedział Radko i zaczął wyczołgiwać się z groty.
- Dziewczyny posłuchajcie, jajo nie może tutaj zostać, strop jaskini niedługo się zawali. Siemko zaproponował skałki po drugiej stronie rzeki, tam gdzie jest wielki kamieniołom. Musimy je tylko jakoś tam przenieść.
- Nie będzie łatwo – westchnęła Wyszka – najbliższa przeprawa jest daleko.
- Poprosimy wujka Twardowskiego, podobno jego przyjaciel, ten z czarną broda potrafi latać i spełniać wszystkie życzenia – zaproponowała śmiejąc się Bolemirka i ruszyła w drogę powrotną do domu. Chłopcy zasunęli wejście szarym głazem i razem z Wyszką podążyli śladem kędzierzawej dziewczynki.
Rankiem nad brzegiem rzeki, nieopodal smoczej groty, pojawił się pływający młyn, który odwiedzał wioski leżące wzdłuż Wisły w czasie żniw. Nad rzeką zrobiło się tłoczno i gwarno, ludzie z całej okolicy znosili zboże by zmielić je na mąkę. Siemko i Radek pomagali rodzicom znosić worki ze zbożem. Bolemirka i Wyszka siedziały na kamieniu zasłaniającym wejście do jaskini i plotły wianki z rumianków, których narwały idąc nad rzekę. Popołudniu, gdy na plaży pod skałą ucichł gwar i młyn przestał mleć ziarno Siemek i Radko przynieśli dwa worki z jabłkami, które podarowali młynarzom w zamian za małą przysługę. Powiedzieli młynarzom, że mają do przewiezienia wielki kamyk, który potrzebuje babcia Wyszki do budowy chaty po drugiej stronie rzeki.
Kiedy jajo było po drugiej stronie rzeki, Siemko i Radko, włożyli je na mały drewniany wózek. Bolemirka i Wyszka szły za wózkiem trzymając się za ręce. Czujnie nasłuchiwały odgłosów dobiegających z głębi lasu i co 20 kroków sprawdzały czy nikt ich nie śledzi. Nagle ptaki umilkły, słychać było tylko szum liści, z prawej strony drogo dobiegł trzask łamiących się suchych gałęzi. Dzieci stanęły bez ruchu. Na drogę padł długi czarny cień. Bolemirka zadrżała, a Wyszka wtuliła się w koleżankę. Siemko sięgnął do kieszeni po kamyki, które tego dnia nazbierał. Radek szybkim ruchem podniósł z drogi długi, gruby sękaty patyk i zacisnął na nim dłoń. Po chwili dzieci usłyszały kolejny trzask, a na drogę wyszedł smok. Dziewczynki pisnęły i z radością rzuciły się na jego błyszczącą szyję. Jaszczur zmienił kolor na zielony i zamachał radośnie ogonem. A gdy zobaczył leżące owinięte runem swoje pomarańczowe jajo z oczu popłynęła mu wielka łza. Potem wszyscy razem poszli w kierunku kamieniołomu. Smok pokazał dzieciom swoje nowe siedlisko i odprowadził nad Wisłę. A ponieważ był świetnym pływakiem przewiózł dzieci na swoim grzebiecie na drugi brzeg rzeki. Dzieci wracając do domu postanowiły nikomu nie zdradzać, że smok żyje i gdzie mieszka. A wkrótce zaatakowało gród na wzgórzu wawelskim ognistymi kulami, smok przybył i przestraszył najeźdźców. Od tego czasu nikt go już więcej nie widział w tej okolicy.
Koniec
Autorzy pracy:
Aleksander Brzeziński (lat 6)
Cecylia Brzezińska (mama)
Grzegorz Brzeziński (tata)








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.