Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Niezwykłe przygody pajacyka Maksa

Byli parą nierozłączną – pajacyk Maks i laleczka Aleksandra. Oboje niewielkich rozmiarów, wykonani z drewna, ubrani w zimowe stroje. Imiona nadała im Martynka, dziewczynka, do której trafili w prezencie gwiazdkowym dokładnie rok temu. Od razu stali się jej ulubieńcami i wiernymi towarzyszami zabaw. Nie rozstawali się z Martynką, nawet gdy odrabiała lekcje. Siadali wtedy na brzegu biurka i przyglądali się literkom wydrukowanym na stronicach podręcznika i tym wypływającym spod pióra dziewczynki w jej zeszycie.Maksowi niejednokrotnie udało się przeczytać kilka krótkich wyrazów.
Dziewczynka nawet zabrała pewnego razu Maksia i Oleńkę ze sobą do szkoły, by pochwalić się nimi koleżankom z klasy. Byli noszeni i przytulani przez dzieci przez całą przerwę. W trakcie lekcji zaś siedzieli sobie grzecznie na ławce i uważnie przysłuchiwali się słowom pani nauczycielki, która opowiadała uczniom o ich rodzinnym mieście.
- Siedlce leżą we wschodniej części województwa mazowieckiego na tradycyjnym międzynarodowym szlaku biegnącym przez niemal całą Europę od Lizbony przez Paryż, Berlin aż do Moskwy - mówiła pani. - Nasza miejscowość, której prawa miejskie nadał 470 lat temu król Zygmunt Stary, jest wyjątkową mieszanką Mazowsza i Podlasia, pełną wielu atrakcji kulturalnych, skarbów przyrody i zabytków architektury. Warto je zobaczyć i poznać. Pamiętajcie, że właśnie w siedleckim Muzeum Regionalnym znajduje się obraz El Greco zatytułowany "Ekstaza świętego Franciszka". Jest to jedyne w naszym kraju dzieło tego znanego autora.
Maks i Aleksandra spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Od tej pory marzyli skrycie o dniu, w którym Martynka pokaże im swoje piękne miasto.
Niestety, wczoraj ich nadzieje prysły niczym bańka mydlana. Oboje zostali bowiem zamknięci znienacka w kartonowym pudełku i wyniesieni na strych wraz ze stertą innych bezużytecznych rzeczy. Rozżalona laleczka zalewała się rzewnymi łzami. Smutny pajacyk w milczeniu zwiesił głowę. Szloch Aleksandry usłyszał pewien błękitny kalosz, uchylił wieko pudełka i przemówił:
- Nie rozpaczaj tak, maleńka, szkoda twych pięknych oczek. Martynka każdego roku w dzień Wigilii przed ustrojeniem drzewka choinkowego przynosi tutaj swoje stare zabawki, ponieważ za kilka godzin dostanie w prezencie od świętego Mikołaja nowe... - niebieski bucik zamilkł. Po chwili stwierdził filozoficznie – Choć mogłaby to, co jej niepotrzebne, oddać innym dzieciom.. i tym samym podarować przedmiotom drugie życie...
- Jak to? - zdziwiła się zapłakana lalka – Przecież nie widzę tu nikogo oprócz nas...
- Wszystkie maskotki czy kukiełki opuściły ten strych w poszukiwaniu nowych domów, a przede wszystkim dziewczynek i chłopców, którym mogą się jeszcze przydać.- stwierdził gumiaczek, po czym dodał: - Ja też mam taki zamiar, tylko czekam na powrót mojego druha do pary. On wyruszył w podróż już dawno, bo jeszcze jesienią, kiedy na dworze panuje plucha, słota i kalosze są ludziom potrzebne najbardziej. Ja nie mogłem się wtedy zdecydować na wędrówkę, a teraz strasznie żałuję, bo co on sam może zdziałać. Na co komu but bez pary? Ech, wierzę jednak uparcie, że uda mu się i wkrótce po mnie wróci...
- Na pewno! - starała się pocieszyć rozmówcę Aleksandra. - Och, ja też nie chcę tu być ani chwili dłużej! - stwierdziła stanowczo i otarła ostatnią łzę z policzka. - Maks! Wstawaj! Idziemy!
Pajacyk jednak poczuł się strasznie senny i postanowił uciąć sobie drzemkę. Starał się odwieść koleżankę od spontanicznej decyzji. Kiedy jednak przekonał się, że to bezskuteczne, grzecznie jej odmówił, obiecując jednocześnie, iż następnego dnia do niej dołączy.
-Chyba żartujesz?! - krzyknęła oburzona lalka – Nie pamiętasz, że Siedlce liczą około osiemdziesięciu tysięcy mieszkańców? Jak ty chcesz mnie odnaleźć?
- Dam sobie radę – Maksio uśmiechnął się i przekręcił na drugi bok. Zasnął niemalże natychmiast.
Obudził się wczesnym rankiem. Rozejrzawszy się wokoło stwierdził, że jest tu strasznie ponuro. Promienie słoneczne zaczęły dopiero zaglądać nieśmiało przez niewielkie okienko. Pajacyk podszedł do niego i je otworzył, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Zachwycony panoramą miasta przykrytego puszystą kołderką śniegu, pożegnał się z poznanym wczoraj kaloszem i wyszedłszy oknem, zjechał po oblodzonej rynnie na ziemię. Po chwili był już na chodniku. Raźnym krokiem ruszył prosto przed siebie. Po drodze podziwiał witryny sklepowe misternie przyozdobione świątecznymi dekoracjami. Wzdychał ze zdumienia widząc tak wiele cudnie przystrojonych choinek.
W jednej z błyszczących bombek ujrzał swoje odbicie. Uśmiechnął się i naciągnął na uszy czerwoną czapeczkę. " Taką samą nosi Aleksandra. Ola! Gdzie ona teraz może być? Muszę ją odnaleźć!" - pomyślał i udał się w pośpiechu w dalszą drogę. Rozglądał się przy tym na wszystkie strony. Jego wzrok przykuła okazałych rozmiarów budowla z mnóstwem ogromnych okien i kolorowych szyldów. Z niemałym trudem udało mu się przeczytać największy napis: GALERIA SIEDLCE. Niestety, była ona zamknięta, podobnie jak mijany wcześniej park wodny, amfiteatr czy jeden z licznie rozsianych po mieście budynków Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego. "Nic dziwnego" – pomyślał pajacyk – "są przecież święta Bożego Narodzenia".
Do pobliskiego przystanku podjechał autobus. Maks nie zastanawiał się wiele i wsiadł do niego tylnymi drzwiami. Swoją podróż mógł odbyć niepostrzeżony, ponieważ w pojeździe znajdowało tylko dwóch pasażerów. W dodatku zajmowali oni miejsca tuż za kierowcą. Pajacyk wysiadł na przypadkowym przystanku. Skręcił w boczną uliczkę, zwabiony widokiem stojącej nieopodal rzeźby w kształcie żaglówki, która witała wszystkich gości przybywających nad wodę o każdej porze roku. Zalew pięknie prezentował się nawet zimą.
"Jak cudownie musi tu być w upalne lato ..." – rozmarzył się Maksio - " Wiele dzieci na pewno korzysta ze strzeżonego kąpieliska, buduje zamki z piasku na plaży, dokazuje na placach zabaw. Z pewnością bez trudu znalazłbym dziewczynkę lub chłopca, u których mógłbym zamieszkać. Tymczasem spacerują tu tylko pary zakochanych lub osoby pogrążone we własnych myślach." Bacznie rozglądając się dokoła przeszedł ośnieżoną dróżką aż do lasu, potem nawet nad brzeg rzeki Muchawki. Nigdzie jednak nie dostrzegł małej istotki ubranej w gustowny beżowy sweterek, czerwone spodnie i tego samego koloru czapeczkę, spod której wystawały dwa jasne warkocze przewiązane na końcach wstążeczkami.
Ach, jak bardzo Maks zatęsknił za swoją przyjaciółką! Jeszcze mocniej zapragnął ją odnaleźć i nie mogąc doczekać się na autobus, udał się do centrum miasta na piechotę.
Zdrożony postanowił odpocząć i wdrapał się na pierwszą napotkaną ławeczkę. Dopiero po chwili zauważył, że jest ona już zajęta. Chciał natychmiast zeskoczyć, ale siedzący obok starszy pan z siwą brodą, w przyprószonym śniegiem garniturze przytrzymał kukiełkę dłonią, uśmiechnął się dobrotliwie i rzekł:
- Nie odchodź, chłopczyku. Od kilku dni nikt mnie tu nie odwiedzał. Wszyscy najpierw byli zajęci przygotowaniami do świąt, a teraz spędzają czas w gronie rodzinnym. Lubię sobie posiedzieć w ciszy i kontemplować, ale chętnie porozmawiam sobie z sympatyczną osóbką, jak ty.
I tak Maksio zawarł znajomość ze Stefanem Żeromskim, pisarzem związanym z Siedlcami. Autor wielu wybitnych powieści, należących dziś do kanonu lektur szkolnych, na prośbę pajacyka opowiedział wiele ciekawych historii dotyczących miasta. Przybliżył mu sylwetkę księżny Aleksandry Ogińskiej, dzięki której miejscowość ta stała się wręcz jednym z centrów kulturowych kraju. Fundatorka wielu dzisiejszych siedleckich zabytków zamieszkiwała klasycystyczną rezydencję magnacką. W pałacu często bywali przedstawiciele znamienitych rodów – Branicccy, Potoccy, a także narodowy bohater Tadeusz Kościuszko i znakomici ówcześni poeci, jak np. Julian Ursyn Niemcewicz. Gościł tu nawet król Polski Stanisław August Poniatowski, na którego przyjazd wzniesiono kolumnę toskańską, która do dziś wskazuje dojazd do honorowego dziedzińca pałacu. Rezydencję księżnej otaczał niesamowity park sentymentalny z dziko rosnącymi laskami, gajami, klombami, krętymi drogami i kanałami z licznymi wyspami. Było w nim ponad trzydzieści różnych budowli: domki mieszkalne księżnej, altany, łazienki, domek rybacki. meczet turecki, oranżeria, stajenka, wiatrak...
- Dzisiaj nic nie pozostało z tych romantycznych i egzotycznych obiektów. - ze smutkiem w głosie zakończył swoją opowieść pisarz. - Sentymentalną świetność tego miejsca pamiętają dwustuletnie drzewa, pomniki przyrody... Obecny park miejski zachował także swą znamienitą nazwę "Aleksandria".
"Muszę wybrać się tam z moją Oleńką, o ile ją znajdę..." - pomyślał Maks. Postanowił zwierzyć się ze swego kłopotu panu Żeromskiemu. Ten zaś odparł:
- Myślę, Maksiu, że znajdziemy lekarstwo na twoje zmartwienie. Popatrz, siedzimy przed wejściem do biblioteki miejskiej. Dodam, że ten budynek również został wybudowany z inicjatywy księżnej Ogińskiej. Przejdź tą alejką w lewo i zobaczysz zabytkowy ratusz, który jest chyba jedną z najciekawszych budowli tego typu w Polsce. Gdy spojrzysz w górę, ujrzysz silnego mężczyznę dźwigającego na swych barkach glob ziemski w kolorze złota. Zresztą od razu zauważysz łunę bijącą od niego. Ten siłacz ma na imię Jacek. To od niego tak wiele dowiedziałem się o księżnej Aleksandrze, bo u niej służył i był przez nią naprawdę lubiany. Stojąc od wiekow tak wysoko widzi niemal wszystko, co się w tym mieście dzieje. Jego możesz poprosić o radę. Nie pytaj go tylko, dlaczego musi trzymać złotą kulę, bo może się zdenerwować, że wytykasz mu błędy młodości i wtedy już nikt i nic ci nie pomoże.
Maks uradowany ucałował dłoń pana Stefana i szybko zeskoczył z ławki. Chciał biec od razu, ale zatrzymał się.
- A jak ja się do niego dostanę, skoro on tam w górze, a ja na dole? - zapytał. Na to pisarz pogładziwszy swą brodę odrzekł:
- Pójdź prosto tą ulicą aż do pomnika poświęconego pamięci Marszałka Piłsudskiego. Na szczycie ujrzysz orła. Powiedz mu, że ja cię przysyłam. Powodzenia, chłopcze!
Maks pięknie podziękowawszy pobiegł w wyznaczonym kierunku. Na wysokim głazie stał ogromny ptak z rozłożonymi skrzydłami, gotowy do lotu.
Gdy pajacyk powołał się na tak ważną siedlecką osobistość, zanim się obejrzał, już wznosił się na orlim grzbiecie w górę.
Popołudniowe słońce odbijało się w złotej powierzchni kuli spoczywającej na ramionach siłacza. Jej blask oślepiał Maksa, dlatego ten zmrużył tylko oczy, kurczowo trzymał się orlich piór i nie śmiał przemówić do olbrzyma. Potężny mężczyzna zaśmiał się głośno, co jeszcze bardziej onieśmieliło maleńką kukiełkę.
- No, dobrze, mój mały! Widziałem, że przed niespełna półgodziną zakończyłeś dysputę ze Stefanem Żeromskim. Co cię do mnie sprowadza? - zapytał Jacek.
Pajacyk wreszcie zebrał się na odwagę i wyznał:
- Mam tylko jedno marzenie. Najbardziej ze wszystkiego na świecie pragnę teraz odnaleźć swoją ukochaną... Tak, wreszcie powiedziałem to! Ja ją kocham! Aleksandrę.
- Aleksandrę, powiadasz... - Atlas zamyślił się przez chwilę, po czym rzekł – Podoba mi się twoja determinacja, chłopcze. Poszukujesz swej miłej od wczesnego ranka. Pomogę ci. Dam ci okruch mojej złotej kuli. Podążaj za jego blaskiem, a odnajdziesz Aleksandrę. Potem ściśnij w pięści ten kawałek kruszcu najmocniej, na ile tylko starczy ci sił. Ma on bowiem moc magiczną. Pomyśl wtedy życzenie i, być może, uda ci się pomóc jeszcze komuś innemu.
Pajacyk nie wiedział, jak ma wyrazić wdzięczność Jackowi za okazaną życzliwość i niezwykły przedmiot. Wyszeptał tylko – Dziękuję – i sfrunął na grzbiecie orła na ziemię. Nim zdążył się obejrzeć, ptaszysko już rozpościerało skrzydła stojąc na swej skale. Maksio pomachał mu ręką na pożegnanie i co sił w nogach pobiegł w stronę światła, w którego tle wyraźnie zarysowywały się kontury dwóch wysokich na 75 metrów, wznoszących się ku niebu wież katedry Niepokalanego Poczęcia NMP. Z mocno bijącym sercem stanął przed dostojnym gmachem świątyni z czerwonej cegły.
Odetchnął i nieśmiało przeszedł przez uchylone drzwi kościelne. Przystanął w progu i rozejrzał się wokół. Mimo panującego półmroku dostrzegł majestatyczny wystrój świątyni, na który składały się liczne obrazy, witraże z wizerunkiem osób świętych, szerokie i niezwykle wysokie filary wiązkowe oraz sklepienie przyjmujące kształt gwiazdy czteroramiennej.
Po prawej stronie nawy głównej znajdowała się świąteczna szopka. Pajacyk zorientował się, że żadna z obecnych, pogrążonych w modlitwie osób nie zwraca na niego uwagi, dlatego odważył się podejść do pięknej makiety przedstawiającej narodziny Dziecięcia Bożego.W niedużej stajence wypełnionej zwierzętami gospodarskim,i w otoczeniu Maryi, Józefa , trzech królów i klęczących pasterzy, na sianie w żłóbku leżało Dzieciątko. Maks tak się na nie zapatrzył, że przez chwilę zapomniał o swoich poszukiwaniach. Nagle poczuł ciepły dotyk czyjejś dłoni. To była Aleksandra! Z trudem powstrzymał się przed wydaniem okrzyku radości, na który przecież nie pozwalała powaga miejsca, w którym się znajdowali. Laleczka wzięła towarzysza za rękę, zaprowadziła do kieszeni kurtki małej dziewczynki, która klęczała przed szopką, i szepnęła mu do ucha: - Zamieszkamy razem u Lenki. On zaś pomyślał - wszędzie, byle z tobą – i serdecznie uśmiechnął się do swej przyjaciółki. Kiedy Lenka wyszła ze świątyni, Maks mocno ścisnął otrzymany od Jacka kamyk i wychylił głowę z kieszeni. Obok pojemnika PCK stały przytulone do siebie dwa kalosze w kolorze nieba. Jeden z nich mrugnął porozumiewawczo okiem.
A może pajacykowi tak tylko się wydawało?... Jedno wiedział teraz na pewno – marzenia się spełniają!
Autorzy pracy:
Lena i Leniwce








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.