Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Legenda o Neptunie i bursztynie
Dawno, dawno temu w Gdańsku królował sprawiedliwy władca mórz i oceanów Neptun. Jak każdy rządzący miał on swoje humory, toteż czasami gniewał się na swoich poddanych, wylewając fale morskie na brzeg. Przez sztormy niszczył uprawy i domy mieszczan.
Zniecierpliwieni tym stanem mieszkańcy postanowili wybrać nowego burmistrza, który potrafiłby zapobiec tym wypadkom. Zgłosiło się wielu kandydatów. Po długich naradach i głosowaniu wybrano burmistrza, który dotychczas wykonywał zawód jubilera. Prowadził on swój warsztat na rogu ulic Garncarskiej i Piwnej. Nazywał się Sambor. Jego twarz, nogi i brzuch były okrągłe i pulchne. Ubierał się zawsze w czarny płaszcz i szerokie spodnie tego samego koloru, które maskowały jego tuszę. Ewenementem zwracającym uwagę w jego stroju była połyskliwa, zielona kamizelka. Na palcu świecił mu złoty pierścień z bursztynem. W zanadrzu kieszeni marynarki chował srebrny, okrągły zegarek na łańcuszku, zwany cebulą. Dostojny i elegancki w swoim wyglądzie Sambor był człowiekiem ambitnym, pracowitym i dobrodusznym. Wszyscy oceniali, że jest mądry, uczciwy i poradzi sobie z obłaskawieniem Neptuna.
Jak każdy burmistrz, Sambor powoli zdobywał szacunek i zaufanie gdańszczan. Zacny burmistrz odnalazł w swoich archiwach pożółkłą mapę, poszarpaną w kilku miejscach, ale jeszcze czytelną. Kazał uszyć najlepszemu krawcowi w mieście nowy smoking, kamizelkę i płaszcz z dużymi bursztynowymi guzikami, żeby zrobić dobre wrażenie na Neptunie i jego pięknych córkach. Wziął także ze skarbca siedem klejnotów bliźniaczo podobnych do siebie, żeby wszystkie córki czuły się jednakowo ważne. Każdy kamień włożył do małego bursztynowego pudełeczka. Tak wyposażony wsiadł na barkę wypożyczoną od rybaka. Załadował na nią po trzy kilogramy śledzi, fląder, łososi oraz wór chleba i beczkę wina i wyruszył do krainy, gdzie zamieszkiwał król mórz ze swoim dworem. Płynąc długo układał przemowę, z jaką się zwróci do równie jak on wytwornego władcy. Trzy noce pływał po Bałtyku, a że miał szczęście, to dość szybko odnalazł wyśniony zamek Neptuna. Nieświadomy niebezpieczeństwa przekradł się po cichu jak kot na zwodzony most. Niezauważony szedł i szedł długimi korytarzami, wirydarzem aż zobaczył przed sobą cień kobiety. Od czasu do czasu potykał się o kocie łby, przybyło mu kilku siniaków, ale on szedł dalej nie zwracając uwagi na przeszkody. Natrafił na ciężkie drewniane drzwi z mosiężnymi okuciami. Okazały się zamknięte. Pomyślał, że muszą one prowadzić do komnaty Neptuna. Schował się za kolumną i zastanawiał się, w jaki sposób do niej przedostanie się.
- Przecież gdzieś musi być do klucz. Nie mogę wrócić z niczym - myślał Sambor, który bardzo chciał sprostać zadaniu.
Nazajutrz rano zobaczył kucharza, który wnosił olbrzymie półmiski do tajemnej sali. Po jego wyjściu Sambor wśliznął się przez szparę w drzwiach i przez nikogo niezauważony schował się pod łóżkiem. Dopiero wieczorem, kiedy stało się zupełnie ciemno, ośmielił się wyjść. Ujrzał wtedy Neptuna leżącego na miękkich, muślinowych poduchach.
- Co ty tutaj robisz, młodzieńcze? – zdziwił się Neptun. – Jak tu się znalazłeś? Odpowiadaj!
- Waaasza wyysookość - jąkał się Sambor, z trudnością przełykając ślinę. Maam na imiię Saaambor. Chciiiałeeem Cię proooosić jako buuurmistrz w imieniu mieeszkańców Gdańska oo…
- Czego by chcieli? - Neptun rozsiadł się na tronie - Mów śmiało.
- Proszą, żebyś nie wywoływał powodzi - powiedział Sambor już nie jąkając się - bo one niszczą pola uprawne i nasze domy.
- Myślę, że da się coś z tym zrobić, ale co ja będę miał z tego za zysk? - odpowiedział chytrze Neptun.
- O wspaniałomyślny władco, mieszczanie chcą obdarzyć cię cennym kamieniem w postaci bursztynu, który fale morskie wyrzucają na plażę po każdej burzy. Wyjął zza pazuchy lśniącą szkatułkę z różnokolorowych kamieni w odcieniach od białego, poprzez żółty, brąz, czerwień aż do prawie czarnego. Przyjmij proszę od nas ten skromny podarunek, który wykonałem własnoręcznie – nieskromnie pochwalił się Sambor.
- Och, czegoś tak pięknego dawno nie trzymałem w dłoniach, cudowna robota i jakie lekkie to puzderko - nie mógł się nadziwić - Powiadasz, że jak nazywa się ten kamień…
- Bursztyn, Wasza wysokość. Proszę otwórz wieko, a ujrzysz najwspanialszy jego egzemplarz w środku. Są tam także najlepsze okazy dla twoich pięknych córek.
Neptun okazał się bardzo kontent z podarku wręczonego przez burmistrza, ponieważ uwielbiał biżuterię.
- Niech ci będzie, umowa stoi. Spełnię waszą prośbę.
- O zacny królu mórz, ośmielę się jeszcze prosić o kolację, bo nie jadłem od trzech dni, a wnet udam się z powrotem do Gdańska, by obwieścić twoją decyzję gdańszczanom.
Sambor najadł się do syta, pożegnał się z pięknymi córkami i sługami króla Neptuna. Po kilku dniach gościny u władcy został wyrzucony przez falę morską na słoneczną plażę.
Burmistrz został nagrodzony za odwagę. Lud Pomorza długo cieszył się i wiwatował na cześć powrotu swego włodarza. Oprócz niego wybrano dwudziestu rajców do Rady Miasta, którzy pomagali Samborowi rządzić coraz liczniejszym ludem miasta. Rada uchwaliła decyzję, że w centrum grodu stanie pomnik Neptuna, na znak przymierza, jakie z nim zawarto. Od tamtego czasu zdarzają się sztormy, ale nie czynią one szkody ani polom, ani kamienicom Starego Miasta. Na plażach zaś hojny władca wraz z falami wyrzuca na brzeg złoto Północy, słoneczny bursztyn, z którego do dziś znamienici mistrzowie wyrabiają wspaniałą biżuterię, nalewki i inne przedmioty, jakie podpowiada im ich talent i wyobraźnia. Sambor poślubił jedną z córek Neptuna i żyli razem długo i w dostatku…
Autorzy pracy:

Dagna Szwaba (13 lat)
Agnieszka Bandzińska-Szwaba (korekta, interpunkcja, ortografia)








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.