Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Ławeczka
Pewnego zimowego wieczoru- takiego, kiedy mocno prószy śnieg, mróz ścina rzeki i jeziora a na ulicach miast nie widać żywego ducha, bo każdy boi się wystawić za drzwi choćby czubek nosa- znienacka rozległo się głośne kichnięcie. Zaraz po nim dało się usłyszeć tupanie, później znów kichnięcie, i nagle w świetle latarni pojawiła się przygarbiona postać starszego mężczyzny. Szedł powoli na drżących nogach, trzęsąc się z zimna, i raz po raz przystawał, z niepokojem rozglądając się na boki.
-O… Tu będzie dobrze…- mruknął do siebie, kiedy zauważył niewielką, zaśnieżoną ławeczkę. Skierował się w jej stronę i usiadł na brzegu, wyjmując z torby termos i próbując odkręcić go zgrabiałymi z zimna dłońmi. Gdy mu się to udało, przechylił go zbyt szybko i kropla ciepłego napoju spadła na deseczkę, żłobiąc sobie tunel w śniegu. Mężczyzna zdawał się jednak tego nie zauważać. Upił pośpiesznie kilka łyków, schował termos i stwierdził:
-Muszę czym prędzej wstać i udać się do domu, bo inaczej tu zamarznę i zostanę sam, w zapomnieniu, tak jak ta ławeczka…
A ona, wybudzona ciepłą kroplą herbaty, słysząc te słowa, cichutko załkała.
Następnego dnia wiatr ustał, śnieg przestał padać a zza chmur wyszło słońce. Ławeczka wygrzewała swoje deski w jego promieniach, rozkoszując się piękną pogodą.
-Ile spałam? –zwróciła się do swej sąsiadki, latarni.
-Prawie cztery miesiące…- usłyszała w odpowiedzi.
-Naprawdę? I przez ten czas nikt, naprawdę nikt mnie nie odwiedził? –zapytała ze smutkiem.
-Nikt… Nikt tędy nawet nie przechodził… Za wyjątkiem zmęczonego wędrowca wczorajszego wieczoru- odparła latarnia cicho.
Ławeczka zamyśliła się i sięgnęła pamięcią do dawnych czasów. Kiedyś była bardzo szczęśliwa. Stała sobie przy ulicy Modrzejowskiej w centrum Sosnowca i nigdy nie doskwierała jej samotność. Wciąż ktoś tamtędy szedł, śpieszył się lub spacerował, a ona obserwowała to wszystko z uśmiechem, wysłuchiwała rozmów, dzieliła troski, podtrzymywała ciężkie zakupy i była oparciem dla zmęczonych staruszków. Jednak pewnego dnia stało się coś strasznego. Robotnicy zaczęli rozkopywać całą ulicę- wyrywać płyty chodnikowe, latarnie i ławki. Jej także nie oszczędzili. Przenieśli ją tutaj- do zarośniętego krzakami zaułka, postawili przy ścieżce prowadzącej wzdłuż rzeki Przemszy i skazali na zapomnienie. Jak bardzo brakowało jej zwierzeń, rozmów i śmiechów ludzi! Nigdy nie sądziła, że można być tak bardzo samotnym.
-Dobrze, że przynajmniej mam ciebie- zwracała się czasem do latarni, choć jej towarzystwo nie wypełniało pustki po życiu na zatłoczonej, gwarnej ulicy.
Z czasem zaczęła tracić nadzieję, że kiedykolwiek ktoś zawita do jej pustelni. Aż do dzisiaj.
W oddali słychać było szum samochodów dochodzący z trasy, a bliżej, wśród drzew, świergot ptaków szukających czegoś do zjedzenia. Rzeką płynęły kaczki, wydając z siebie donośne kwakanie. Ławeczka przysłuchiwała się tym dźwiękom, gdy nagle usłyszała jeszcze coś. Nadstawiła uszu i z wrażenia aż podskoczyła. Jednak po chwili zaczęła się strofować:
-To na pewno tylko złudzenie. Za bardzo tego pragnę…
Jednak dźwięk stawał się coraz bardziej wyraźny, a po chwili zza zakrętu wyłonił się mały, łkający chłopiec.
-Czy to mi się śni?- zapytała ławeczka.
-Ależ skąd!- odparła latarnia wesoło. –Mamy gościa!
Chłopiec usiadł na ławce, obok siebie położył plecak i ukrył twarz w dłoniach. Spod palców kapały mu łzy.
-Mama będzie bardzo zła… Jak ja jej to powiem?- zamartwiał się. Widać było, że nad czymś długo się wahał, aż wreszcie wyjął z kieszeni kurtki telefon i wybrał numer.
-Tato? Muszę ci coś powiedzieć…- dało się słyszeć jego strapiony głos.- Zgubiłem rękawiczkę… Tak, szukałem jej wszędzie… Wczoraj biegałem przy rzece z Gooffy’m i musiała mi wypaść z kieszeni… Dziś od razu po szkole poszedłem jej szukać… I nic…- zaczął szlochać. –Wiem, że mamie będzie smutno… Przepraszam- wydusił z siebie.
Przez kilka chwil milczał i słuchał w skupieniu rozmówcy, jednak nagle odwrócił głowę i poprosił- Tato, poczekaj… Ktoś tu do mnie idzie.
Ławeczka również to zauważyła. W kierunku chłopca zmierzała mała dziewczynka, z daleka radośnie do niego machając.
-Hej! –zawołała, gdy już była o kilka kroków od niego. –Byłam dziś nakarmić kaczki i coś znalazłam… A później zobaczyłam ciebie, jak czegoś szukasz, i usłyszałam twój płacz. Próbowałam cię dogonić, ale bardzo szybko chodzisz– uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła do niego rękę. –To chyba twoje?
W dłoni trzymała zgubę chłopca- wełnianą rękawiczkę, którą mama robiła mu zmęczona po pracy przez kilka wieczorów. Jego oczy znów się zaszkliły a na twarzy wymalowała się prawdziwa ulga i szczęście.
-Dziękuję! –zawołał. –Tato, jesteś tam? Już nic się nie stało! Odzyskałem rękawiczkę!- powiedział do telefonu i schował go do kieszeni. Znów zwrócił się do dziewczynki:
-Naprawdę bardzo, bardzo ci dziękuję! Martwiłem się, że już jej nie znajdę…
-Nie ma sprawy- odparła wesoło. –Może chcesz ze mną nakarmić kaczki? Zostało mi jeszcze trochę chleba.
-Chętnie!- ucieszył się chłopiec, wstał i poszedł za nią.
A ławeczka patrzyła na to wszystko rozczulona i wspominała jeszcze przez wiele dni.
Jednego bardzo wietrznego popołudnia, gdy śnieg smagał przechodniów po twarzach i każdy szczelnie opatulał się szalikiem aż pod same oczy- w zaułku rozległ się głośny śmiech. Chwilę później na ławce usiadła młoda dziewczyna z chłopakiem, trzymając się za ręce. Chłopak objął ramieniem swoją ukochaną i powiedział:
-Widzisz? Czy tu nie jest romantycznie? Tylko my, ławka i latarnia. Nie trzeba nawet jechać do Pragi- i obydwoje zaczęli się śmiać.
-Mimo wszystko szkoda, że zepsuł się samochód. Akurat w taką pogodę…
-Nie ma co narzekać. Zawsze mogłoby być gorzej- pocieszył ją chłopak.
-Na przykład, gdyby zepsuł się w Pradze…- dorzuciła dziewczyna i wtuliła się w jego ramię.
Przez chwilę siedzieli w ciszy, gdy nagle on szepnął:
-Kiedyś wybuduję nam wielki dom z ogrodem. Tam, za rzeką, nieopodal Trójkąta Trzech Cesarzy.
-Gdzie to jest?- zapytała przytulona do niego dziewczyna.
-Zabiorę cię tam, gdy skończy się zima. To miejsce, gdzie łączyły się granice trzech zaborców Polski.
-I to odpowiednie miejsce na budowę domu?- zastanowiła się ona.
-No pewnie! Zobaczysz, jak tam jest pięknie! Niech tylko śnieg się stopi. Zakochasz się w tym miejscu tak samo, jak ja…
Po tych słowach otulił ją jeszcze mocniej i siedzieli w ciszy, myśląc nad przyszłością, którą razem mieli budować. A ławeczka myślała razem z nimi, napawała się tą ciszą i ich obecnością i wspominała wszystkie piękne wyznania, które młodzi chłopcy szeptali na niej do swych ukochanych. I była coraz bardziej pewna, że bez tego już nie potrafi dłużej istnieć. Czuła, że lada chwila jej deski spróchnieją i się połamią, a ona już na zawsze odejdzie w zapomnienie. Westchnęła głęboko i spojrzała na latarnię. Po jej wzroku wiedziała, że myślą o tym samym.
Któregoś ranka do zaułka przybiegł mały, beżowy pies. Kilka razy okrążył latarnię, obsikał ją, a później wskoczył na ławkę, oparł pyszczek na łapach i zamerdał wesoło ogonem. Kilka minut później zza drzewa wyłonił się starszy pan, trzymając rękę na piersi.
-Reks, zbóju! Przestaniesz mi wreszcie uciekać? Ile razy mam cię prosić, żebyś trochę zwolnił? Nie mam tyle siły, co kiedyś…
I wyczerpany opadł na ławeczkę obok swojego psa. Z zaciekawieniem rozejrzał się wokół i powiedział:
-No proszę! Tu nas jeszcze nie było! A pomyśleć, że schodziliśmy to miasto wzdłuż i wszerz… Pamiętam jeszcze doskonale, jak spacerowałem bulwarami przy tej rzece… Zawsze w niedzielne poranki… A teraz bulwary dawno zarosły, nie ma też już tych kawiarni, do których się chodziło na lody i ciastka… Wszystko przemija.
Przez chwilę siedział w milczeniu i nad czymś się zastanawiał. Przejechał dłonią po deskach ławki i dodał:
-Na takiej samej ławce dawno temu wraz z żoną wyryliśmy swoje inicjały… To było podczas jesiennego spaceru, chyba na ulicy Modrzejowskiej! Pamiętam, że bardzo wiało i co chwilę zrywało nam z głów kapelusze! – i zaśmiał się do swego wspomnienia.
Nagle jego dłoń zatrzymała się na zgrubieniu oparcia. Starszy pan poprawił na nosie okulary i przyjrzał się oparciu ławki.
-Coś podobnego! To przecież nasze serce! Pamiętam je doskonale! I+Ł! Ale… Jak to możliwe? –zapytał i otarł z oka łzę. Pogładził napis i szepnął: -Oj, dużo te deski już widziały i słyszały… Miałabyś nam co opowiadać, ławeczko, gdybyś tylko mogła… A teraz stoisz tu zapomniana i samotna… Zupełnie tak samo, jak ja.
Po tych słowach zamknął oczy i zaczął snuć historie o mieście i ludziach. Reks drzemał przy swoim panu, jednak ławka i latarnia uważnie słuchały opowieści staruszka. Był ich oknem na świat- dzięki niemu mogły się dowiedzieć, jak zmieniły się ulice, które domy wyburzono a gdzie postawiono nowe…
-To najwspanialsze odkrycie, jakiego dokonałem od lat - stwierdził starszy pan, gdy już szykował się do dalszej drogi. –Postaram się odwiedzać cię częściej, żeby w spokoju móc wspominać swoje najpiękniejsze lata. Mam nadzieję, że zawsze będziesz równie miło mnie gościć- uśmiechnął się do ławeczki. –Tylko niestety to miejsce jest tak daleko… Ale może będzie dało się coś z tym zrobić- dodał tajemniczo, poprawił kapelusz i zniknął za zakrętem.
Ławeczka znów została sama, jednak już nie czuła się samotna. Od teraz miała na kogo czekać.
Starszy pan jeszcze kilka razy pojawił się w zaułku, racząc ławkę i latarnię pięknymi historiami. Jednak pewnego dnia zamiast niego pojawiło się dwóch mężczyzn z łopatami. Na ich widok ławeczka zadrżała. Wyglądali tak samo jak robotnicy, którzy wiele lat temu przenieśli ją z jej ukochanej ulicy!
Nie pomyliła się. Łopaty zaczęły ruszać się w dół i w górę, i sprawnie wykopały jej sąsiadkę, ukochaną latarnię. Wkrótce przyjechał samochód ciężarowy i zabrał ją daleko, daleko poza wzrok ławeczki, zostawiając ją samą, pogrążoną w rozpaczy.
Gdy kolejnego ranka ci sami panowie zjawili się, aby i ją wykopać, przyjęła to z obojętnością. Nie interesowało jej, co się z nią teraz stanie. Była tak bezbrzeżnie smutna z powodu utraty przyjaciółki, że wszystko inne przestało już mieć dla niej jakiekolwiek znaczenie.
Z przyczepki ciężarówki obserwowała, jak jadą zmienionymi, ruchliwymi ulicami- minęli piękną choinkę przy Alei Zwycięstwa, odnowiony Dworzec Kolejowy oraz dzwoniące na przystankach tramwaje. Skręcili w wiele uliczek zanim dojechali na miejsce. Panowie w pocie czoła zdjęli ją z samochodu i postawili w jej nowym miejscu. Ławeczka bała się spojrzeć- nie chciała wiedzieć, gdzie tym razem będzie zmuszona znosić samotność. Jednak gdy już odważyła się otworzyć oczy- oniemiała! Obok niej, na pięknym, odnowionym słupie stała jej sąsiadka z zaułka.
-Jak to…- zaczęła niepewnie ławka. –Co się dzieje…?
-Mamy swoje nowe miejsce na ziemi! –zawołała szczęśliwa latarnia. –Postawili nas w Parku Dietla przy nowej alejce! Zobacz, jak tu pięknie!
Ławeczka rozejrzała się: wokół było mnóstwo drzew. W oddali majaczył piękny pałac a obok była sadzawka z fontanną. Niedaleko właśnie przejeżdżał tramwaj a dzieci wśród śmiechów i okrzyków lepiły bałwana i rzucały się śnieżkami na małej polance. A przy jednym z drzew… Nie, to niemożliwe… Czy to prawda?
-Tak, to ja jestem sprawcą tego zamieszania! –powiedział uśmiechnięty starszy pan, idąc wraz z Reksem w stronę ławeczki. –Pomyślałem, że będzie wam tu lepiej. Wy zasłużyłyście na takie piękne miejsce, a moje stare kości na to, by móc się dzięki wam zrelaksować bliżej swojego domu… Porozmawiałem więc z kilkoma osobami i proszę! Udało się! Co wy na to? –zapytał i rozsiadł się wygodnie, przejeżdżając czule palcami po wyżłobionym przez siebie dawno temu sercu.
A ławka znów była najszczęśliwsza na świecie. Miała przy sobie przyjaciół i na nowo mogła tworzyć historię tego pięknego miasta, wśród mieszkańców którego przyszło jej istnieć i wysłuchiwać ich pasjonujących i wzruszających historii.
Autorzy pracy:
Izabela Michta, Jakub Biernacki
Ilustracje: Izabela Michta, Łukasz Michta, Wojtuś Michta








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.