Subskrybuj nasz newsletter
Opowieści z całej Polski 2016: Bieda wśród ludzi
Kiedy miałam cztery lata poznałam pewną dziewczynkę o imieniu Kasia, wtedy mieszkałam jeszcze w Dobczycach. Byłam wówczas małą dziewczynką i bardzo lubiłam chodzić na place zabaw. Blisko mojego domu był fajny plac zabaw, na który chodziłam prawie codziennie.
Pewnego dnia przyszłam tam z mamą. Było nudno samej się bawić. Rozglądałam się za kimś, z kim można byłoby się pobawić. Zobaczyłam jakąś dziewczynkę, była ubrana w różowe leginsy z dziurą na kolanie, biały podkoszulek i czarno białe sandały, które były na nią za małe. Jej włosy były brązowe, krótkie z poniszczonymi końcówkami. Od razu było widać, że nie jest z bogatego domu, ale jako czterolatka nie myślałam o takich problemach. Podeszłam do tej dziewczynki, przedstawiłam się, ona też i poszłyśmy się bawić, bo jej też się nudziło. Po godzinie ja musiałam iść do domu, bo przyjeżdżał do mnie kuzyn. Potem przychodziłam tam jeszcze ze trzy razy z nadzieją, że ją spotkam, bo bardzo mi się dobrze z nią bawiło. Kiedy straciłam już nadzieję, spotkałam ją tam ponownie. Bardzo się ucieszyłam i jak się potem okazało ona też bardzo chciała mnie jeszcze spotkać. Poprosiłam wtedy mamę, żeby wzięła numer telefonu od mamy Kasi, ale niestety jej mama nie miała telefonu. Pamiętała numer telefonu swojego męża i podała mojej mamie jego numer. Od tego czasu byłam spokojna i nie bałam się, że jej już nigdy nie zobaczę i spotykałam się z nią wielokrotnie na placu zabaw. Z koleżanki stała się już moją przyjaciółka. W końcu moja mama złożyła propozycję, by Kasia mnie odwiedziła. Tak się też stało. Gdy minął już rok naszej znajomości Kasia była u mnie wiele razy, a ja u niej ani raz. Moja mama zadzwoniła i spytała czy mogłabym przyjść, ale mama Kasi powiedziała, że odwiedza ich babcia i musimy przełożyć tą wizytę. Za jakiś czas moja mama znów zadzwoniła, ale tym razem powiedziała, że Kasia jest chora, co nie było prawdą, bo widziałyśmy ją później jak szła do sklepu. Co jakiś czas moja mama dzwoniła, by zapytać, czy mogę przyjść, ale zawsze coś innego wymyślały, aby wizyta nie doszła do skutku. Pewnego dnia skończyły im się pomysły i się zgodziły. Gdy tylko stanęłam przed jej domem zrozumiałam, czemu odmawiały moich odwiedzin. Ten dom był z cegieł, stary, zniszczony, dachówki w niektórych miejscach były poodrywane . Gdy weszłam do środka zauważyłam, że były tam dwa pokoje, w jednym mieszkali jej rodzice, a w drugim ona ze swoim bratem. Spali na materacach. Kasia miała najmniej zniszczony materac, jednak cała reszta materacy była okropnie stara. W kuchni była mikrofala, stary czajnik i parę innych potrzebnych przedmiotów, bardzo starych i zniszczonych. Prawie wszystkie meble i przedmioty w tym domu były w opłakanym stanie. W dachu i ścianach było tyle dziur, że w zimie musiało być tam bardzo zimno. Gdy wróciłam do domu opowiedziałam mamie, dlaczego nie chciały mojej wizyty. Potem przez długi czas próbowałam z mamą wymyślić jak im pomóc. W końcu wymyśliłyśmy, że będziemy co dwa dni przynosić im dużo świeżego jedzenia. Daliśmy im nasze stare kołdry, które nie były zniszczone i łóżko dla rodziców Kasi, bo dotąd spali na materacu dla jednej osoby.
Mój tata wziął się do pracy z tatą Kasi i zabudowali dach i ściany. Oni byli szczęśliwi i bardzo nam dziękowali za pomoc. Ich bieda z czasem dobiegła końca, gdyż tata i mama Kasi znaleźli sobie prace, a moja przyjaźń z Kasią trwała aż cztery lata. Kiedy miałam sześć lat przeprowadziłam się z rodzicami do Myślenic. Od tej chwili widywałyśmy się już trochę rzadziej, ale kiedy tylko odwiedzałam babcię zawsze spotykałyśmy się ze sobą. Kiedy miałam osiem lat zadzwoniłam do taty Kasi, by się umówić na spotkanie, ale telefon był poza zasięgiem. Pomyślałam, że może tata Kasi zmienił numer telefonu. Postanowiłam, że podjadę pod ich dom i sprawdzę, co się z nimi dzieje. Na miejscu ich starego domu trwały prace budowlane. Myśleliśmy, że może budują sobie nowy dom, bo teraz ich już było na to stać i że niedługo się do niego wprowadzą. Okazało się jednak, że tam mieszka ktoś inny i nie ma pojęcia, gdzie oni wyjechali . Od tej chwili nie zobaczyłam Kasi ani jej rodziny. Bardzo to przeżyłam, bo straciłam przyjaciółkę i nawet się z nią nie pożegnałam, ale jestem pewna, że chciała mi to powiedzieć i się pożegnać. Na pewno o mnie nie zapomniała, tak samo jak ja o niej.
Dom Kasi
Plac zabaw, na którym poznałam Kasię
Autorzy pracy:
Ola
Mama Oli








SPONSORZY NAGRÓD


PATRONI



KOMENTARZE


KATALOGI
 
Projekty
PROMUJEMY


WSPÓŁPRACUJEMY

Copyright by Biblioteczka Malucha 2010-2017, Kontakt: redakcja@biblioteczkamalucha.pl
Korzystamy z ciasteczek w przyjaznych zamiarach, poznaj naszą politykę prywatności.